niedziela, 19 października 2014

Karen odchodzi z watahy!

Karen odchodzi.
~
Powód odejścia: Zupełnie spontaniczna decyzja
Piastowane stanowiska: Młody samiec alfa, tropiciel
Data dołączenia: 23 wrzesień 2013
Data odejścia: 19 październik 2014
Ilość opowiadań: 8
Imię partnera: Brak
Ilość szans na powrót: Jedna
~
Żegnaj!

Od Karen'a - Już czas

Chciałem zobaczyć ten wspaniały świat...
Wystarczyło tylko się odważyć...
Zadać ryzykowne pytanie i...
I odejść...
Iść za marzeniami...
Być sobą...
Ale czy warto?
W tym wieku?
Połowa życia już za mną...
W sumie, co mi szkodzi...?
Będę w końcu mógł podróżować...
Biec za wiatrem...
Żyć bez ograniczeń...
Dlatego dzisiaj...
Odchodzę.

Nowa wilczyca - KARIBU

  • Karibu


autor nieznany
Imię: Karibu
Płeć: Samica
Wiek: 2 lata
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Nauczycielka magii i latania
Cechy charakteru: Uważna , niezależna, wojownicza, nieustraszona, opiekuńcza, miła, poważna
Cechy fizyczne: Duża siła, zręczność, odporność
Znak szczególny: Skrzydła, czerwona sierść
Słaby punkt: Kark
Boi się: Swojego ojca
Waga: 30 kilogramów
Wzrost: 68 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Nie ma
Rasa: Mieszaniec
Żywioł: Ogień, Woda, Mrok
Moce: [9/15] Telepatia, przywołanie mrocznego awatara, przywołanie istot cienia, może oddychać pod wodą, leczenie ran za pomocą wody, wodne bicze, spojrzenie mroku, strzelanie ogniem z łap, zianie ogniem
Partner/ka: Brak
Rodzice: Sirani [nie żyje, nigdy nie należała do watahy] i Kazuro [nie należy do watahy]
Potomstwo: Brak
Inna rodzina: Brak
Kraj pochodzenia: Syberia
Lubi: Zorzę polarną
Nie lubi: Zaćmień księżyca
Pióra Feniksa: 40.000
Historia: Urodziłam się dwa lata temu w zaśnieżonej jamie, miałam starszego brata - Soula. Kiedy mój ojciec, Kazuro, pierwszy raz mnie zobaczył, bardzo się cieszył, jednak potem wszystko się zmieniło. Z pewnością zapytacie dlaczego? Otóż dlatego, że myślał, że odziedziczę po nim większość mocy, ale ja miałam po mamie moc mroku i wody, a po nim ognia, ale i tak on umiał więcej. Dwa miesiące później moja matka umarła na nieznaną chorobę i wtedy ojciec mnie znienawidził. Chociaż byłam małym szczenięciem, miałam długie treningi jak walczyć, polować i używać swoich mocy - czasami trwały nawet 5 godzin. Kiedy się w końcu kończyły, szłam do naszej jamy i bardzo długo spałam. W końcu nie wytrzymałam i o wschodzie słońca uciekłam od brata i ojca. Wędrowałam rok i cztery miesiące. Jednak treningi z ojcem się na coś przydały. Właśnie rozpoczynał się drugi rok i pierwszy miesiąc mojej wędrówki i właśnie wtedy tutaj doszłam.
Inne zdjęcia: Brak
Właściciel: kisasi
WITAJ W WATASZE KRWAWEGO WZGÓRZA!!!

Od Waverly - C.D. opowiadania Ben'a ''Malunki''

- Ale dla mnie ważne, Ben. - mruknęłam. Basior wpatrywał się we mnie uważnie. W jego oczach dostrzegałam mądrość. Zupełnie jak w oczach mojego byłego chłopaka.
- Dobrze, ale możemy ten temat przełożyć na inny termin? - zapytał. Skinęłam lekko głową. Na pysku basiora zagościł uśmiech. Ben złapał mnie za łapę.
- Chodź, chcę cię gdzieś zabrać.
Poszliśmy na polanę. Na trawie z płatek róż był ułożony napis: Kocham cię. Wzruszyłam się. Jeszcze nikt w życiu nie zrobił dla mnie takiej niespodzianki.
- Kocham cię. - szepnął Ben. Pocałował mnie namiętnie. Uwielbiałam jego głos oraz jego pocałunki. Uzależniłam się od tego.

Od Dusk Shadow - C.D. opowiadania Keri ''Pomsta do nieba!''

Wybuchłam śmiechem. Ta wadera mnie rozśmieszyła. Patrzyła na mnie w otępieniu. Z jej oczu ciskały pioruny, które nie robiły na mnie najmniejszego wrażenia. 
- Słodka jesteś. - wydusiłam z siebie. Podniosłam łapę. Wadera uniosła się do góry. Zaczęła łapać swoją szyję łapami. Przez telepatię zaczęłam ją dusić. Zatkałam jej tchawicę.
- Zobaczysz! Zapłacisz za to! - wydusiła z siebie wilczyca. Ziewnęłam. Dla mnie było to nudne. Puściłam waderę. Padła na ziemię jak worek kartofli. Jej klatka piersiowa opadła na zawsze.
- Uff, trzeba teraz posprzątać te śmieci. - rzekłam do siebie.

Od Blind - C.D. opowiadania Midasa ''Było blisko''

- Ja... - zaczęłam. Przetarłam oczy, aby lepiej widzieć, lecz to nic nie dało. Widziałam rozmazany obraz. Oczy Midasa. Piękny ogród. Kanion do którego wpadłam. Wszystko! Ogarnęła mnie panika. Zaczęłam nerwowo się rozglądać.
- Blind, wszystko okey? - zapytał mnie wilk. Spojrzałam na niego. Oddychałam ciężko.
- Ja... obraz przed moim oczami... On jest rozmazany. - szepnęłam cicho. W swoim drżącym głosie, słyszałem przerażenie. Nie wiedziałam, co mam robić. Czułam się bezradna.
- Zaniosę cię do Ginewry. - oznajmił poważnym tonem. Ruszył przed siebie, niosąc mnie na grzbiecie. Uczepiłam się jego szyi małymi łapkami. Czułam się przy nim bezpieczna. Zamknęłam oczy.
- Ej, mała. Już jesteśmy. - powiedział. Zdjął mnie ze swojego grzbietu. Najostrożniej jak mógł, posadził mnie na ziemi. Pobiegł po Ginewrę. Popatrzyłam na jej rozmazany pysk, na którym malowała się troska.
- Chodź, Blind. - powiedziała cicho. Wzięła mnie w swoje łapy i zaniosła do jaskini. Usadowiła na jakimś wygodnym futrze. Pachniało Ginewrą, Gustawem... - Midasie, miej na nią oko. Zaraz wracam. - rzekła. Poszła szybkim krokiem w głąb jaskini, znikając za ścianą.
Zamykałam i otwierałam oczy. Chciałam, aby ten obraz zniknął. Z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Speszony Midas zaczął mnie pocieszał. W końcu kiedy nie przestałam płakać, przytulił mnie. Pod wpływem ciepła zaczęłam usypiać.
***
Obudziłam się wieczorem. Dalej znajdowałam się w jaskini alf. Zobaczyłam, że moja siostra, Claire, rozmawiała z Ginewrą. Kiedy zobaczyła, że się obudziłam, podbiegła do mnie. Przytuliła mnie.
- Jezu, jakie to szczęście, że jesteś cała. - rzekła. - Ginewra mi powiedziała co się stało... Blind, uważaj na drugi raz...
- Dobrze... - mruknęłam. 
- A jak z twoim wzrokiem? - zapytała Ginewra. Dopiero po jej pytaniu, zorientowałam się, że jest dobrze.
- Widzę dobrze. - powiedziałam. Ginewra uśmiechnęła się, a moja siostra odetchnęła z ulgą.
- To dzięki Midasowi... - odparła alfa. - Przyniósł cię w porę i zdążyłam użyć specjalnej maści. Niestety musisz uważać, gdyż bardzo poważnie uszkodziłaś sobie w głowie płat, odpowiadający za widzenie...
- Dziękuje. A gdzie Midas? - zapytałam. 
- Poszedł do domu. - odpowiedziała wadera.
***
- Claire, a co ty w ogóle tam robiłaś? - zapytałam, kiedy wracałyśmy do domu. Moja siostra uśmiechnęła się.
- Ogólnie byłam u Diesel'a.
- Fajnie, że masz takiego przyjaciela. Ja zawsze chciałam mieć przyjaciółkę od serca. - rzekłam rozmarzona.
Wiedziałam też, że będę musiała podziękować Midasowi, kiedy będę miała okazję.

Od Miguel'a - Spotkanie

Tulio gdzieś poszedł. Zostałem sam, nudziło mi się a więc poszedłem nad pustkowie rozmyśleń, mi to zbyt nie przeszkadzało, że jest tam bardzo ciepło pomimo że jest jesień. 
I nagle zobaczyłem białą waderę. Podszedłem do niej.
- Hej. - powiedziałem 
- Witaj - odpowiedziała wadera przez łzy.
- Co się stało? 
- Nic!
- Ej przecież widzę że płaczesz. 
- I co z tego!? Nie twoja sprawa! 
- Moja! Należysz do tej watahy, to moja. 
Wadera spuściła wzrok
- A tak w ogóle Miguel jestem. 
- Magic, White Magic. 

< Withe Magic? >

Od Sereny - C.D. opowiadania Moon'a ''Jej uśmiech''

- No mi też... zależy na tobie- odpowiedziałem i lekko ucałowałam Moona w policzek.
- To teraz co robimy? - spytał 
- Zaczekaj coś usłyszałam! 
- Co usłyszałaś? 
- Jakiś szmer w krzakach! 
- Rzeczywiście trzeba to sprawdzić. - powiedział - pójdę sam.
- Nie! Pójdę z tobą! 
- Na pewno tego chcesz? 
- Tak! Chyba się nie boisz? 
- Co?! Nie!
- Dobra to idziemy. 

< Moon co jest w krzakach? >

Link odchodzi z watahy!

Link odchodzi.
~
Powód odejścia: Nie mógł znieść myśli, że jego szczeniak został porzucony
Piastowane stanowiska: Brak
Data dołączenia: 21 sierpień 2014
Data odejścia: 18 październik 2014
Ilość opowiadań: 3
Imię partnera: White Magic
Ilość szans na powrót: Jedna
~
Żegnaj!

Od Link'a - Dowiedziałem się...

Byłem z white w jaskini. N
Nagle usłyszałem z jej pokoju cichy szept.
Z całą pewnością mówiła do siebie...
- Porzuciłam szczeniaka... jestem okropna... 
Podszedłem do niej.
Byłem bardzo zdenerwowany.
- Co zrobiłaś? - Zapytałem, wpadając do jej pokoju.
- Wiedziałam, że się dowiesz... - Westchnęła. - Wiesz, mamy 2 szczeniaki, a ja trochę nie wyrabiam...
- Czemu mnie nie poprosiłaś o pomoc? - Zapytałem. Poczułem, że ogarnia mnie szał.
- Bo i tak się zapracowujesz. - Odpowiedziała. To było straszne... Jak można z takiego powodu porzucić szczeniaka? Można poprosić o pomoc, zatrudnić niańkę! Nie rozumiałem jej. Miałem już tego dość.
- Nie zapracowuję się. - Powiedziałem chłodno, stanowczo i zdecydowanie, tym samym położyłem kres naszemu związkowi. Wyszedłem z domu, wprost do jaskini Ginewry i Gustawa.
- Gustawie? - Zapytałem, próbując się opanować.
- Słucham?
- Odchodzę z watahy.