poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Od Mond - C.D. opowiadania Darknees'a ''Kolejna wojowniczka''

Spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Ok. Po pierwsze trochę za często dawałeś się zaskoczyć. Co prawda nadrabiasz refleksem, ale manie się na baczności to podstawa. Po drugie: oparłeś ciężar ciała na palcach zamiast na piętach i w ten sposób nie trzymałeś się stabilnie gruntu. Powinieneś stać tak: oprzyj ciężar ciała na piętach.- poleciłam- Dobrze. Teraz ugnij bardzo lekko kolana, żebyś mógł szybko odskoczyć lub zaatakować. Staraj się przy tym osłaniać delikatniejsze partie ciała takie jak: podbrzusze, klatkę piersiową. Pochyl trochę niżej głowę, a nikt nie będzie mógł chwycić cię za gardziel.- Dark wykonał wszystko z chirurgiczną precyzją.- Doskonale!- zawołałam.
-Co teraz?- zapytał Dark.
-Teraz... Zobaczysz.- powiedziałam i z cwanym uśmiechem stworzyłam postacie trzech czarno-rudych wilków.- Walcz i pamiętaj o postawie wyjściowej!- powiedziałam i iluzję zaatakowały. Dark bronił się świetnie, ale w pewnym momencie straciłam go z oczu...

<Dark? Co się tam działo? ;-))>

Od Sheere - Lekcja latania

Dzisiejszego ranka obudziłam się jak zwykle dosyć wcześnie, bo około godziny czwartej i jednym szybkim ruchem zeskoczyłam z półki skalnej, na której spałam. Następnie przeczesałam grzebieniem grzywkę, nałożyłam naszyjnik w kształcie klucza wiolinowego (jedyna pamiątka po mojej matce) i wyszłam z jaskini. Kiedy tylko znalazłam się na zewnątrz, wciągnęłam w płuca wiosenne powietrze i natychmiast poczułam się rześka, świeża i w ogóle jak nowo narodzona, a przy tym głodna, więc paroma machnięciami skrzydeł wzbiłam się w powietrze i udałam się do Lasu Czarnego Rumaka, aby upolować coś na śniadanie. Gdy tylko dotarłam na miejsce, zauważyłam siedzącego na środku polany i niczego nie podejrzewającego, dorodnego zająca. Powinien wystarczyć. Zbliżyłam się do niego i szybko zapikowałam. Po chwili poczułam smak krwi i zwierzak padł martwy. Zaciągnęłam go w pobliskie krzaki i skonsumowałam. Następnie jak zwykle udałam się na rewizję terenów. Zajęła mi ona godzinę. Nie licząc paru wilków z naszej watahy, niczego nie zauważyłam, więc spokojnie udałam się na Słoneczną Polanę, gdzie niedługo miałam rozpocząć lekcje. Przybyłam tam jako pierwsza i z niecierpliwością czekałam na szczeniaki, które po chwili zaczęły przybywać. 
- Witam. - zwróciłam się do nich.
- Dzień dobry. - odpowiedziały chórem.
- Mam nadzieję, że jesteście wypoczęte i gotowe do pracy.
- Oczywiście.
- W takim razie na początek zróbcie pięć kółek naokoło polany.
Młodziaki wykonały moje polecenie, a kiedy już skończyły, powiedziałam:
- A teraz urządzimy sobie wycieczkę nad Słoneczne Pole Słoneczników.
- Ale czy to aby nie za daleko? - zapytał Spark.
- Nie, a w dodatku, jeżeli trzeba będzie, zrobimy postój. - odparłam.

<Który szczeniak dokończy? Może Spark?>

Od Carli - C.D. opowiadania Daniel'a ''Sztuka zabijania''

Kiedy inni ludzie zobaczyli wilki zabijające kobietę i dziecko natychmiast rzucili się na nas z krzykiem. W rękach trzymali sztylety i wiatrówki. Natychmiast z nienawiścią zacisnęłam szczęki na łydce jednego z nich. Ten wrzasnął z bólu. Stojący obok zareagował wbijając mi nóż w kark i bok. Bolało, ale tylko mocniej zaciskałam szczęki. Ludzka krew była obrzydliwa, mimo to trzymałam dalej. Garalt zajął się tymi za moimi plecami. W końcu puściłam nogę człowieka, z której został tylko mizerny kikut. Splunęłam jego krwią. Popatrzyłam z żywą, płonącą nienawiścią na człowieka, który trzymał w ręku zakrwawiony nóż. Skoczyłam mu do gardła. Nagle usłyszałam huk a po nim poczułam ból i silny ucisk w klatce piersiowej. Odrzuciło mnie na bok. Spróbowałam wstać na tyle szybko na ile było mnie stać, ale jeszcze inny człowiek, chyba muszkietem dźgnął mnie w udo i przekręcił. Zacisnęłam zęby, wiedząc, że ludzie to bestie, które czerpią radość z cierpienia innych stworzeń. Za nic w świecie nie dam im tej satysfakcji. Wkurzony człowiek znów wbił mi muszkiet w jedną z przednich łap i przekręcił. Dźwięki i ogólna rzeczywistość stały się odległe. Nie słyszałam za wile i niewiele widziałam. W końcu straciłam cierpliwość. Wstałam mimo uporczywego krwawienia i nieprzerwanego dźgania przez ludzi. Stanęłam na wyprostowanych łapach i spojrzałam groźnie na człowieka, który wyciągał swoją wiatrówkę w moją stronę. Nie ruszyłam się. Przyłożył palec do spustu i w momencie, kiedy już- już miał ciągnąć: odskoczyłam. Kolejny huk, ale tym razem kula dosięgła innego człowieka, który chwycił się za udo. Nagle zobaczyłam Daniel'a, który biegł nam pomóc. Uradowana straciłam czujność co słono mnie kosztowało: Znowu wbito mi noże w bok i zaczęto strzelać. Jedna kula dosięgła mnie w zad. Zmęczona z upływu krwi i ogólnego zmęczenia zatoczyłam się i upadłam. Oczy zasnuły mi się mgłą, kiedy oberwałam kopniakiem w brzuch. Ostatnim obrazem, który zdołałam uchwycić był Daniel rzucający się na człowieka ze strzelbą. Potem nie widziałam nic.

<Daniel? Albo Garalt?>

Od Jenn - Koniec mojego wkładu w edukację

   W szkole przybywało szczeniaków, a ja, co ciekawe, traciłam nad nimi kontrolę i nie zdobywałam doświadczenia. Zawód stał się monotonny, a moje metody walki nie były już tak dobre jak kiedyś...
   Weszłam do jaskini alf, aby obwieścić im coś, co może je zaskoczyć. Zastałam zarówno Ginewrę, jak i Gustawa. 
 - Witajcie. - Rzekłam.
 - Dzień dobry, Jenn. - Uśmiechnęła się Ginewra.
 - Co cię tutaj sprowadza?
 - Pewien rodzaj ogłoszenia.
 - Mów, o co chodzi? - Spytała biała alfa.
 - Nie chcę już dalej uczyć w szkole. Tracę kontrolę nad szczeniętami, nie zdobywam żadnych nowych doświadczeń, nudzę się w pracy i nie umiem już walczyć i tłumaczyć tak dobrze, jak kiedyś. Dlatego postanowiłam ubiegać się o pozycję wojownika. - Powiedziałam.
 - Dobrze. - Zgodziły się alfy, nie pytając o nic więcej. Wyszłam z jaskini i skierowałam się do swojej własnej.

NIGLE odchodzi!

Nigle odszedł, ponieważ jego właścicielka podjęła taką decyzję [więc wilk odchodzi z własnej woli].
Napisał 1 opowiadanie w ciągu 50 dni.
Był wyrzutkiem.
Pozycja na tym stanowisku się zwalnia.
Ma 1 szansę na powrót do watahy.

Żegnaj!

ANGEL odchodzi!

Angel odszedł, ponieważ jego właścicielka podjęła taką decyzję [więc wilk odchodzi z własnej woli].
Napisał 1 opowiadanie w ciągu 50 dni.
Był wojownikiem
Pozycja na tym stanowisku się zwalnia.
Ma 1 szansę na powrót do watahy.

Żegnaj!

Od Karo - C.D. opowiadania Witchity ''Pierwsze lekcje''

Pierwsza lekcja nie podobała mi się za bardzo . Z drugą natomiast wiązałem wielkie nadzieje . Nadszedł czas na naukę walki . Przed nami stanął wilk . Wyglądał trochę jak pies ale pasowało to do niego .
-Witajcie ... Mam na imię Matty i będę waszym nauczycielem walki . 
-Dzień dobry . - Znowu powiedzieliśmy chórem 
-Więc tak ... dziś jeszcze nie będzie tyle praktyki . Na początku skupimy się na teorii . Wiec ... kto mi powie co jest ważne w walce ?
-Cała czwórka podniosła łapy a nauczyciel wskazał ... moją siostrę .
-Umiejętność obronienia się . - Powiedziała Witchita 
-To też jest ważne ale jest coś ważniejszego . Może ty powiesz co to jest ? - Zapytał wskazując na niejaką Leati
-Posługiwanie się bronią ? 
-To też ważna rzecz ale chyba nie zgadniecie .Musicie nauczyć się wykorzystywać wasze zdolności i to jest to o co mi chodziło . Do puki nie oswoicie się z tym że jesteście np. zwinni , skoczni czy silni dużo nie zdziałacie w walce . I tak wyglądała moja a raczej nasza druga lekcja . Nasz nauczyciel oddalił się a już za chwilkę na polanie zjawiła się kolejna nauczycielka . 

<Witchita ostatnia lekcja >

Od Witchity - Pierwsze lekcje

Wstałam bardzo wcześnie rano ale nie wstałam sama . Mój brat też się obudził . Byłam bardzo zadowolona i już nie mogłam się doczekać moich pierwszych lekcji . 
-Wstawajcie ! - Krzyczałam razem z bratem stojąc na grzbiecie mojego taty . 
-O co wam chodzi ? - Zapytała mama - Przecież jest jeszcze wcześnie . 
-Dziś mamy pierwsze zajęcia . - Powiedziałam a Karo twierdząco pokiwał łbem . 
-Ale one zaczynają się dopiero za godzinę ... a skoro o tym mowa .... Luxio wstawaj ! - Krzyknęła mama a nasz ojciec od razu się obudził szybko podnosząc łeb . 
-Co się stało ? - Zapytał zaspany . 
-Polowanie czeka ... twoja kolej . 
Po tych słowach tata wyszedł z jaskini a ja zaczęłam pić mleko mojej mamy . Po chwili mój brat też się przyłączył . Mama pomogła mi przygotować się do zajęć z muzyki , walki i polowań . 
Odprowadziła nas na polanę gdzie czekały już jakieś dwie wadery . Były w moim wieku więc wiedziałam że szybko je poznam . 
Po chwili zjawiła się nauczycielka . 
-Dzień dobry . - Powiedziała - Mam na imię Glory i będę was uczyła muzyki .
-Dzień dobry pani . - Powiedzieliśmy chórem . 
-No to czas zacząć lekcję ... 
***
Na lekcji każdy musiał coś zaśpiewać . Coś z głowy więc można powiedzieć że ważna była improwizacja . Nauczycielka pochwaliła jedną z obcych wader . Miała ona na imię Selene . Istotnie miała bardzo dobry głos więc zasłużyła na pochwałę . 
Poczekaliśmy chwilkę i zaraz zjawił się drugi nauczyciel .

<Karo .. czas na drugą lekcję ;) >

Od Ty - C.D. opowiadania Thunder'a ''Szukanie przyjaciół''

- To teraz moja kolej. Masz rodzeństwo?
- Niestety nie, a ty?
- Szczęściarz z ciebie. - stwierdziłam. - Ja mam jedną siostrę,Verdę i dwóch braci, Aleksandra oraz Glee.
- A dlaczego zazdrościsz mi bycia jedynakiem? - dociekał zaciekawiony.
- Ponieważ nie musisz się wszystkim dzielić i cały czas uważać co mówisz i robisz.
- Ale często nie mam się z kim bawić.
- Zawsze możesz przyjść do jakiegoś innego szczeniaka.

<Thunder, co wydarzyło się dalej?>

Od Laeti - Siostrzana miłośc

Patrzyłam na moją siostrę. Schowana za mamą, bała się prawie wszystkiego. Podeszłam do niej. Selene spojrzała na mnie przerażona.
-Sel, wszystko dobrze?-spytałam siostry z troskliwością.
-Nie.-pisnęła.
-O co chodzi?-spytałam.
-Laeti, ja boję się ciemności.-powiedziała cicho. Racja było już ciemno. Mama spała, a tata miał zebranie w wojsku.
-Och, Sel.-mruknęłam pod nosem. 
Podeszłam do siostry. Położyłam się obok. Selene przytuliła się do mnie. Spojrzała na mnie swoimi zielonymi oczami.
-Dziękuje.-powiedziała z wdzięcznością. Kiwnęłam łbem. Chciałam iść już spać. Niestety młodsza siostra mi na to nie pozwoliła. Dotknęła mnie łapą.
-Laeti?
-Tak...-mruknęłam cicho. 
-Zaśpiewasz mi coś?-spytała z nadzieją. Zrezygnowana spojrzałam na nią. 
-Dobrze.-powiedziałam.
Zaśpiewałam jej piosenkę, którą kiedyś słyszałam. Chyba nuciła ją moja mama.
Uśmiechnęłam się. Zawsze będę opiekować się moją siostrzyczką.