poniedziałek, 11 maja 2015

Sasha odchodzi z watahy!


autor nieznany
Sasha odchodzi.
~
Powód odejścia: Decyzja właściciela
Piastowane stanowiska: Szamanka
Data dołączenia: 4 styczeń 2015
Data odejścia: 11 maj 2015
Imię partnera: Brak
Ilość szans na powrót: Dwie
KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ PEŁNY PROFIL
~
Żegnaj!

Od Silence'a - C.D. opowiadania Patton'a ''Przedsionek piekła''

UWAGA, OPOWIADANIE ZAWIERA WYRAZY, OKREŚLANE MIANEM BRZYDKICH SŁÓW / PRZEKLEŃSTW.
CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

Bez zastanowienia wstałem i powoli ruszyłem przed siebie. Patton bez słowa podążył za mną. Do zachodu słońca mieliśmy jeszcze kilka godzin... nie byłem zadowolony z tego powodu. Uwielbiam łazić po zmroku... a jeszcze lepiej gdy nie wiem gdzie idę. 
- Silence... - Zaczął Patton. - Powiedz, dlaczego jesteś w tej watasze, dlaczego dołączyłeś akurat do niej? Miałeś tu może kogoś bliskiego? 
Przystanąłem... zacisnąłem łapy w pięści tym samym zbierając suchą ziemię. W kącikach moich oczu zebrały się krwawe łzy. 
- Dołączyłem przypadkiem... A co do drugiego pytania... wadera, którą kochałem nad życie pochodziła z tej watahy.
- Aha, powiedz mi jeszcze coś o sobie. 
- Serio chcesz o mnie słuchać? 
- Tak. Nie będę iść w ciszy. 
- Mam się rozgadywać czy wystarczy krótko i zwięźle? 
- Obojętne. 
- Eh... Jestem typem wilka, który upadł na samo dno. Przez wielu jestem uważany za zero... a raczej byłem uważany. Jeśli ciekawi cię dlaczego "byłem" to powiem krótko... ścięty łeb nie może myśleć. Interesuję się... wszystkim a za razem niczym. Ciężko rozmawia mi się z waderami... Ogólnie jestem realistą, chociaż czasami miewam głupie pomysły. 
- Na przykład jakie? 
- Mam ci przypominać ośrodek? Przecież słyszałeś nagrania... 
- W sumie... A muzyka? Masz jakiś ulubiony gatunek? 
- Mam. 
- Jaki? 
- Rap... 
- Nie będę cię prosił abyś dał jakiś mały popis... 
- Może kiedyś usłyszysz cokolwiek w moim wykonaniu. 
Na rozmowie mijały nam godziny. Dotarliśmy na coś w rodzaju stepu. Dawało się jednak wyczuć zające... słońce powoli wbijało się w horyzont... Zebraliśmy drzewo na ognisko. Ja zająłem się jego rozpaleniem, a Patton ruszył na polowanie. Nie zdziwiło mnie, że wrócił po kilku minutach. Po skonsumowaniu zajęcy siedzieliśmy przy przygasającym ogniu. 
- Silence... tak z ciekawości, wolisz rap agresywny czy raczej spokojny? 
- Spokojny, czemu pytasz? 
- Tak jak mówiłem z ciekawości. 
- Jasne, rozumiem. Idź spać, ja chwilę popilnuję. Zmienimy się o 3 rano. Wyruszymy... a z resztą zobaczy się o której. 
Wilk położył się i leżał tak przez jakiś czas. Po chwili jego oddech zwolnił, a sam Patton odpłynął w świat snów.
- *Sil...* - Odezwał się tępy głos w mojej czaszce - *Sil...*
- *Spierdalaj! Spierdalaj!* - Darłem się w myślach. - *Nie dostaniesz się do głosu!* 
Nie cierpiałem dawnego siebie. Ten biały wilk ze zlodowaciałymi oczami był słaby, głupi, naiwny! Nie chciałem dopuścić go do działań. Położyłem się na plecach, próbując ignorować ciągłe nawoływanie.

(Patton gdzie dojdziemy następnego dnia?)

czwartek, 7 maja 2015

Od Karony - C.D. opowiadania Levi'ego ''Wspólna droga''

Jęknęłam cicho.
- Levi... - szepnęłam.
- Przepraszam, Karona... - powiedział i mnie przytulił.
Z mojego oka spłynęła łza bólu. Czy Levi zrobił to celowo? Heh, na pewno nie. Nie zrobiłby tego... On... on chciał mi tylko pomóc...
Nagle wybiegła spłoszona para alf. Gdy zobaczyli nas, całych ubrudzonych krwią, przerazili się...
- Levi! Karona! Co się, do cholery, stało?! - Krzyknął Gustaw, a ptaki siedzące na pobliskim drzewie, odleciały.
- Ja... ja nic jej nie zrobiłem, ja jej tylko chciałem pomóc... - szepnął Levi.
- Ginewro? - szepnęłam cichutko, niemal niesłyszalnie.
- Tak? - odpowiedziała wciąż nieco przerażona tym widokiem.
- Czy... czy mogłabyś mi pomóc?
- Oczywiście... - Ginewra wzięła mnie do swojej jaskini, a Levi za mną patrzył. Chciał wbiec za mną, lecz Ginewra mu nie pozwoliła. Po jakiś trzech godzinach, wyszłam w lepszym stanie. Na moim pięknym, białym futrze, zostały okropne blizny. Obraz przed moimi oczami stał się wyraźny. 
- Karona! - krzyknął Levi i mnie przytulił. - Przepraszam!
- Nic się nie stało, to nie twoja wina. To ja chciałam polować i.. i.. i wtedy to się wydarzyło...
Nagle zauważyłam czołgające się duże zwierzę. To był ten jeleń!
Podeszłam do niego. On patrzył na mnie. Dobiłam go, i patrzyłam jak kona. Fakt, nie lubię zabijać, ale zemsta jest słodka.
Popatrzyłam na Levi'ego.

<Levi?>

Od Levi'ego - C.D. opowiadania Karony "Wspólna historia"

Z nienawiścią spojrzałem na potężnej budowy, jelenia, który obserwował się we mnie z czujnością, wyczekując mojego ruchy. Musiałem pomóc Karonie, ale nie mogłem przecież zostawić tego jelenia, bez osądzenia. Warknąłem cicho, aby nastraszyć stworzenie. W jego czarnych oczach widziałem przerażenie. Klatka piersiowa potencjalnej ofiary poruszała się szybko; zapewne z taką samą prędkością gotowała się krew w moim ciele. Tak bardzo pragnąłem zadać ból temu bydlakowi, który skrzywdził moją ukochaną.
- Levi. - usłyszałem cichy głos czarno-białej wadery. Przeniosłem wzrok z jelenia na nią. Od razu złagodniałem.
- Karona... - mruknąłem cicho, patrząc z uwagą na jej poczynania. - Nie ruszaj się! - poleciłem. Musiałem szybko wykończyć tego jelenia. Bez wahania skoczyłem do przodu, unikając jego poraża, którym się na mnie zamachnął, zatopiłem zęby w jego gardle. Pociągnąłem go do dołu, a on wydał z siebie przeciągły ryk.
Przerażone zwierzę zaczęło wierzgać kopytami, przy okazji kopiąc mnie jednym prosto w brzuch. Zacisnąłem mocno powieki, starając się zignorować narastające uczucie bólu. Zacisnąłem tylko mocniej szczękę, a zwierzę po dłuższej chwili zaczęło słabnąć.
Ku mojej radości padł na ziemię. Puściłem jego gardziel. Poczłapałem w stronę Karony. Na drzewie został krwawy ślad, a jej cały grzbiet był poraniony. Głęboka rana, z której cały czas ulatywały pojedyncze strużki krwi, wydawała się groźna. Przekląłem cicho pod nosem.
Przerzuciłem ją sobie przez grzbiet. Nie wydała nawet najmniejszego dźwięku, co mnie bardzo zmartwiło. Pobiegłem w stronę jaskini Ginewry, z taką prędkością na jako pozwolił mi organizm.
Z sekundy na sekundę obraz przed moimi oczami mi się rozmazywał. Postawiłem moją przednią łapę, nie tak jak trzeba. Przewróciłem się, a Karona poleciała nieco do przodu, upadając na ostre kamienie, które tylko jeszcze bardziej ją poraniły. 
Z moich oczu poleciały łzy. Nieco dalej znajdowała się jaskinia alf, a ja wyłożyłem się tuż przed nią. Naprawdę byłem słabeuszem. Nie umiałem ochronić siebie, a co dopiero mojej partnerki. Byłem żałosny, a więc taki mam umrzeć?

< Karona? >

Henriette odchodzi z watahy!

Henriette odchodzi.
~
Powód odejścia: Decyzja właściciela
Piastowane stanowiska: Trener
Data dołączenia: 22 marzec 2015
Data odejścia: 7 maj 2015
Imię partnera: Brak
Ilość szans na powrót: Dwie
KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ PEŁNY PROFIL
~
Żegnaj!

Od Karony - Wspólna historia

Leżeliśmy na trawie. Levi popatrzył na mnie swoimi pięknymi oczami. Spojrzałam na czarny rzemyk, który mi podarował. Był śliczny. Zawsze będę pamiętać o Levi'm. 
- Levi?...
- Tak? - zapytał.
- Czy w przyszłości planujesz szczeniaki?
- Ech... to trudne pytanie. - odpowiedział. - Ale... no chyba tak...
- Aha, okej...
- A co?
- Nie, nic.
- Na pewno?
W odpowiedzi złożyłam krótki pocałunek na jego ustach.
- Wiesz co? Pachniesz trochę jak... maliny... - powiedziałam.
- Ech... jadłem maliny! - zaśmiał się.
- Yhm... - odpowiedziałam. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Czułam bicie jego serca. Tak zasnęliśmy. Po chwili coś nas obudziło. Ziewnęłam przeciągle.
- Co to? - spytał.
- Nie wiem, ale... ruszamy tam!
Po chwili biegliśmy w stronę dźwięku. Okazało się, że to ryczał jeleń. Przekręciłam głowę na bok patrząc na Levi'ego, który pokiwał twierdząco głową. Miałam na myśli tylko jedno:
''Naskoczyć, złapać i zjeść"
Levi wystartował pierwszy, a ja naskoczyłam na jelenia z przodu. Spłoszone zwierzę zaczęło kopać racicami i machać łbem z potężnymi rogami. Uderzył mnie rogami i odepchnął mnie racicami. Uderzyłam w drzewo.
- Karona! - usłyszałam Levi'ego i zamknęłam oczy ze zmęczenia...

< Levi? Szok, nie? Nie bój się, żyję xd >

Od Laeti - C.D. opowiadania Jason'a "Brak tematu"

- Przepraszam, że sprawiłam ci kłopot. - odparłam skruszona. Nie lubiłam sprawiać problemów innym. Czułam się z tym źle. Po prostu posłałam basiorowi przepraszające spojrzenie. Bez słowa odeszłam z miejsca, w którym zostawiłam Jason'a. Na swojej osobie czułam jego czujne spojrzenie. Nie miałam ochoty na rozmowy z nikim. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach, które miały miejsce.
Rozumiałam postępowanie Karo, ale nie wiedziałam czy nawet moja pamięć o nim, pozwoli mi z nim zachować namiastkę jakiegoś kontaktu. Czułam się bez niego samotna. Pozbawiona pewnej cząstki siebie, która go obdarzyłam. Nie umiałam sobie poradzić sama w życiu, lecz była pora się tego nauczyć.
Wzięłam głęboki oddech, spoglądając w niebo, niosące ze sobą białe obłoki. Pierwsze oznaki wiosny przyszły dosyć wcześnie. Wiosna nie rozkwitła w pełni, lecz chciałam dostrzec już te ptaki, które szybowały na niebie. Kojarzyły mi się one z wolnością.
Po moim policzku spłynęła samotna łza. Moje życie nie miało sensu, a mimo to nie chciałam umrzeć. Bałam się śmierci. Nie miałam odwagi, aby odebrać najcenniejszy skarb każdej istoty. Postanowiłam, że będę z niego dobrze korzystać. Jeśli nie dla siebie i nie dla innych to dla marzeń, które chcę zrealizować.
Miałam ich kilka, ale stwierdziłam, że jak na razie przywrócę swoje życie do normy. Nie wiedziałam co oznacza termin "norma". Według mnie było to życie takie jakie się chce, czyli po prostu spokojne i jednocześnie szalone. 
- Laeti. - za sobą usłyszałam głos należący do basiora. Odwróciłam się, dostrzegając betę watahy. Posłałam mu ciepły uśmiech.
- Dobrze, że się na ciebie natknęłam Patton'ie. Chcę cię poinformować, że rezygnuję ze stanowiska gammy. - oznajmiłam. On tylko skinął lekko głową. Widać było, że rozumiał moją decyzję.

Od Levi'ego - C.D. opowiadania Karony ''Nowa znajomość''

Odsunąłem się od siebie, głęboko patrząc w jej oczy. Nie mogłem oderwać od nich spojrzenia, gdyż kojarzyły mi się z aniołami. Westchnąłem ciężko. 
- Coś się stało? - zapytała Karona, wpatrując się we mnie z troską. Uśmiechnąłem się lekko, po czym pokręciłem głową.
- Nic się nie stało. Po prostu nie mogę uwierzyć, że mam takie szczęście. - rzekłem.
- Weź, bo się zarumienię. - w formie zabawy, łapa mojej dziewczyny uderzyła w moją klatkę piersiową. Złapałem ją za łokieć i przerzuciłem sobie przez ramię.
- Levi! Co ty robisz?! - zestresowała się nieco.
- Będzie kara, moja droga. - mrugnąłem do niej, a ona wypuściła z głośnym świstem powietrze. Szczerze powiedziawszy lubiłem jej każdy gest. Okazywała w każdym sporo emocji. Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę tak oczarowany jakąś waderą. 
Nasza wspólna droga, dopiero się rozpoczynała, a ja już wiedziałem, że nie mam zamiaru szybko jej skończyć.
- Powodzenia. - szepnąłem do siebie.

Od IceGleam - Nasza wspólna droga

Wpatrywałam się uważnie w naszą jaskinię, moją i Odyseusza. Naprawdę mi się ona podobała. Żałowałam tylko, że Odys nie może zobaczyć tego piękna. Chociaż widział ją na swój wyjątkowy sposób, pragnęłam, aby zobaczył to co ja. Zaraz skarciłam siebie za egoistyczność.
Bardzo uwielbiałam sposób w jaki mój chłopak widział świat. Właśnie... chłopak. Wiedziałam od początku, że Odyseusz był tym jedynym i wyjątkowym. Miałam nadzieję, że spędzę z nim resztę swojego życia.
- Cześć, IceGleam. - brązowy basior podszedł do mnie i przytulił mnie od tyłu. Poczułam na moim uchu jego ciepły oddech. Przymknęłam oczy i delektowałam się tymi przyjemnymi dreszczami, przechodzącymi przez moje całe ciało.
- Hej. - odpowiedziałam po chwili.
- O czym myślisz? - wychrypiał mi wprost do ucha.
- O wszystkim, a szczególnie o nas. - wyznałam. Odyseusz nieco się spiął.
- O nas? - powtórzył głucho. Potwierdziłam lekkim skinieniem głowy, lecz gdy przypomniałam sobie, że nic nie może zauważyć, powiedziałam nieśmiałe:
- Tak, o naszej przyszłości.
- Ice... Co ty chcesz mi powiedzieć? - przeraził się nieco. - Chcesz mnie zostawić, tak?! - zdenerwował się. Na jego twarzy widziałam przerażenie, pomieszane z bólem. Zaskoczyło mnie to.
- Co? Nie! - zaprzeczyłam szybko.
- Jak to nie? 
- Chciałam cię po prostu zapytać czy chciałbyś, żebyśmy zostali małżeństwem. Odyseusz, chcę cię zapytać czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - wyrzuciłam z siebie. Czułam się jak prawdziwy mężczyzna. 

< Odyseusz? >

Od Karony - C.D. opowiadania Levi'ego ''Nowa znajomość''

- Heh... ja za bardzo też, ale możemy spróbować... - powiedziałam czując jego ciepły oddech na karku.
- To co? Zgadzasz się? - zapytał.
- Yhm - kiwnęłam głową znów składając na jego ustach drobny pocałunek.
Levi uśmiechnął się. Ja uczyniłam to samo.
- Ale chyba poczekamy z tym ślubem, nie? - powiedziałam przytulając się do Levi'ego.
- No! Chyba nie od razu... - powiedział kojącym głosem.
Kto by pomyślał... Najpierw przyjaciele, poszukiwacze przygód, a teraz... Heh...
- Chodźmy na klify! - zaproponował po chwili. 
- Oki - odpowiedziałam.
Szliśmy trzymając się za łapy. Na dużym, grubym drzewie, wyryliśmy kamieniami napis:
''Levi + Karona"
Kiedy doszliśmy na klify i patrzyliśmy na zachód słońca zaczęłam śpiewać:
Po moim występie pocałowaliśmy się.

<Levi? :3 >