Byłem wojownikiem i miałem kiepską przeszłość . Zostawiła ona liczne blizny na moim ciele oraz w mojej psychice . Rodzina którą założyłem z Kairą ... to zdecydowanie najlepsze co mi się przytrafiło w życiu . Postanowiłem zaprosić całą rodzinę na spacer . Ruszyliśmy w głąb lasu Czarnego Rumaka .
-Tato ... gdzie idziemy ?
-Tam . - Powiedziałem pokazując wielki wąwóz .
Doszliśmy do pewnego miejsca ... był to mały strumyk .Z jednej strony była polana z na drugim brzegu gęste krzaki . Kaira się uśmiechnęła i popatrzyła na mnie . Odwzajemniłem uśmiech i uszyliśmy dalej . Dzieci nie wiedziały co to za miejsce . Dla mnie to było jedno z ważniejszych miejsc . Nad tym strumykiem poznałem moją partnerkę . Gdy byliśmy w połowie drogi usłyszałem coś ... Ten odgłos mnie prześladował . Odgłos przeładowywanej broni .
-Stójcie ! - Warknąłem . Najgorsze jest to , że nie widziałem myśliwego . Nagle poczułem ból w lewym boku . Z krzaków przed nami wybiegły dwa psy . Skoczyły na mnie ... Za chwilę leżały martwe . Pomiędzy mną a moją rodziną utworzyłem ścianę z lodu .
-Uciekajcie ! - Krzyknąłem
Kaira podbiegła do ściany ... nie mogła się do mnie przedostać . I taki był cel . Zapora miała uratować całą trójkę nawet jeżeli miało to oznaczać poświęcenie .Z krzaków wybiegły kolejne psy . Jednego z nich znałem . Nienawidziłem go z całego serca dlatego to na nim się skupiłem . Nie zdążyłem zaatakować drugiego gdy znowu poczułem straszny ból . Upadłem na ziemię . Nie wiem jakim cudem ocknąłem się w mojej jaskini . Pierwsze co zobaczyłem to zapłakany pysk mojej partnerki .
-Luxio ... -Wydusiła z siebie
-Wszystko będzie dobrze Kaira ... nie płacz .
-Jak mam nie płakać ?!
Karo i Witchita też stanęli obok Kairy . Było mi ich szkoda ... ale tylko tak mogli się uratować .
-Nie było innego wyjścia ?
-Nie ... dogonili by nas a przy okazji zaprowadzili byśmy ich do watahy .
Kaira pochyliła się nade mną i delikatnie mnie pocałowała . Wiedziałem , że to już koniec . Zacząłem widzieć jak przez mgłę i byłem coraz bardzie zmęczony . Ostatkiem sił otworzyłem oczy . Zobaczyłem moją rodzinę ... ostatni widok musiał być tym najpiękniejszym .
niedziela, 15 czerwca 2014
Nowy wschód!
Zmieniłam ten smętny wygląd bloga, który nawiedzał naszą watahę już od ponad roku. Wybrałam prosty szablon, nowe tło i kolory.
Zaniedbałam watahę i odkryłam co było przyczyną takiego postępowania z mojej strony - ten nudny zimowy krajobraz! Czas na zmianę!
Nagłówek też się zmieni, tyle że jestem rozdarta pomiędzy dwoma zdjęciami. Będę je sobie teraz przymierzać, ale liczy się dla mnie również wasza opinia.
Oto moi kandydaci:


Myślę raczej nad tym drugim zdjęciem, ale chcę poznać również waszą opinię. Idę je obrobić i będę przymierzać.
Napiszcie mi w komentarzu albo na howrse, które bardziej się wam podoba ;D
Nowa wilczyca - KATRIN
- Katrin
Imię: Katrin
Płeć: Samica
Wiek: 3 lata
Stanowisko: Psycholog
Cechy charakteru: Zamknięta w sobie, małomówna, spokojna, wyrozumiała, tolerancyjna, uparta, melancholiczka, bezwzględna, miła, szczera, sprawia wrażenie nieprzytomnej, delikatna
Cechy fizyczne: Wysportowana, szybka
Znak szczególny: Bandaż na prawej, przedniej łapie
Słaby punkt: Kark
Boi się: Ponownego zranienia
Waga: 30 kilogramów
Wzrost: 65 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Nie ma
Rasa: Mieszaniec
Żywioł: Mrok
Moce: [4/15] Czytanie w myślach, przywoływanie duchów, telepatia, tworzenie wokół siebie mrocznego kręgu
Partner/ka: Po uszy zakochana w Bloodzie
Rodzice: Brak
Potomstwo: Brak
Inna rodzina: Brak
Kraj pochodzenia: Kanada
Lubi: Muzykę typu metal, przebywać w samotności, patrzeć na wschodzący księżyc
Nie lubi: Tłumu wilków, fałszywych wilczyc, "szpanujących" samców
Pióra Feniksa: 40.000
Historia: Urodziła się w Kanadzie, tam też dorastała... wychowywała się z bratem. Rodziców nigdy nie poznała.
Inne zdjęcia: Brak
Właściciel: katherine666
WITAJ W WATASZE KRWAWEGO WZGÓRZA!!!
sobota, 14 czerwca 2014
4 asy i 2 jokery
Ostatnimi czasy sporo grywam w karty, i wiem jak łatwo z jednej karty mogą wyjść wszystkie. Z jednej marnej trójki, mogą wyjść asy i jokery, a co za tym idzie - również wygrana.
Chodzi o to, że wszystko może się bardzo szybko zmienić...
***
Tak było z decyzją Karoluny, właścicielki ośmiu wilków, które za jej słowem opuściły nasze szeregi.
Nie będę się rozpisywać tutaj - powinnam w opowiadaniach.
A zatem powiem krótko - wilki Karoluny [poza Yui, która zmarła] wracają do watahy.
Chodzi o to, że wszystko może się bardzo szybko zmienić...
***
Tak było z decyzją Karoluny, właścicielki ośmiu wilków, które za jej słowem opuściły nasze szeregi.
Nie będę się rozpisywać tutaj - powinnam w opowiadaniach.
A zatem powiem krótko - wilki Karoluny [poza Yui, która zmarła] wracają do watahy.
WHITNEY, SELENE, LAETI, KITSURUI, VANE, ETAN, AYATO i CALEB odchodzą!
Caleb odszedł, ponieważ jego właścicielka podjęła taką decyzję [więc wilk odchodzi z własnej woli].
Był wyrzutkiem.
Pozycja na tym stanowisku się zwalnia.
Ma 1 szansę na powrót do watahy.

Żegnaj!
***************************
Ayato odszedł, ponieważ jego właścicielka podjęła taką decyzję [więc wilk odchodzi z własnej woli].
Był wyrzutkiem.
Pozycja na tym stanowisku się zwalnia.
Ma 1 szansę na powrót do watahy.

Żegnaj!
***************************
Etan odszedł, ponieważ jego właścicielka podjęła taką decyzję [więc wilk odchodzi z własnej woli].
Był wojownikiem.
Pozycja na tym stanowisku się zwalnia.
Ma 1 szansę na powrót do watahy.

Żegnaj!
***************************
Vane odszedł, ponieważ jego właścicielka podjęła taką decyzję [więc wilk odchodzi z własnej woli].
Był wojownikiem i opiekunem smoków.
Pozycje na tych stanowiskach się zwalniają.
Ma 1 szansę na powrót do watahy.

Żegnaj!
***************************
Kitsurui odszedł, ponieważ jego właścicielka podjęła taką decyzję [więc wilk odchodzi z własnej woli].
Był wyrzutkiem.
Pozycja na tym stanowisku się zwalnia.
Ma 1 szansę na powrót do watahy.

Żegnaj!
***************************
Laeti odeszła, ponieważ jej właścicielka podjęła taką decyzję [więc wilk odchodzi z własnej woli].
Była alchemikiem.
Pozycja na tym stanowisku się zwalnia.
Ma 1 szansę na powrót do watahy.
Żegnaj!
***************************
Selene odeszła, ponieważ jej właścicielka podjęła taką decyzję [więc wilk odchodzi z własnej woli].
Była nauczycielką muzyki.
Pozycja na tym stanowisku się zwalnia.
Ma 1 szansę na powrót do watahy.
Żegnaj!
***************************
Whitney odeszła, ponieważ jej właścicielka podjęła taką decyzję [więc wilk odchodzi z własnej woli].
Była tropicielką i trenerką.
Pozycje na tych stanowiskach się zwalniają.
Ma 1 szansę na powrót do watahy.

Żegnaj!
***************************
Bardzo mi przykro z tego powodu, szczególnie, że być może zerowa aktywność bloga przyczyniła się do odejścia tych wilków z watahy...
Będziemy tęsknić!
PS. Miałam problem z opublikowaniem posta, dlatego ukazuje się dopiero teraz...
YUI odchodzi!
Yui odeszła, ponieważ zabił ją niedźwiedź.
Była wyrzutkiem.
Pozycja na tym stanowisku się zwalnia.
Można ją wskrzesić, za zgodą właścicielki, którą jest Karoluna.

Żegnaj!
Kilka ważnych spraw...
Przepraszam za dwutygodniową nieobecność. Najpierw dostałam szlaban na watahę, bo ''podobno zabiera mi za dużo czasu'' i miałam codziennie przeglądaną historię.
Fakt, mogłam usuwać wszystko z historii, ale byłoby tego zbyt wiele...
No a dopiero wczoraj wróciłam z wycieczki szkolnej.
***
Zapomniałam wam o tym napisać.
***
I teraz tak: do końca miesiąca macie czas na zmiany imion, przemiany, nowych członków i odejścia.
Napiszcie mi listę swoich wilków, które zostają w watasze.
Ewentualne przemiany i zmiany zgłaszać jak najszybciej.
To tyle.
Odbudujmy watahę!
Od Ayato - Wieczny wędrowiec
Polanę oświetlało zachodzące słońce...
Zielona trawa kołysała się na wietrze...
Piękne i silne zwierzęta skubały trawę...
Każdy z nich unosił łeb...
Z każdym krokiem czułem, że zostawiam przeszłość...
Zostawiam Yui...
Przytuliłem do siebie jej ciepłe ciało, z którego uleciało życie...
Łzy kapały na jej pysk...
Z rany wciąż płynęła krew...
Zszokowany położyłem jej ciało...
Kwiatami zakryłem jej obszerną ranę...
Wytropiłem niedźwiedzia...
Dobiłem go...
Zemściłem się na nim...
Zamknąłem oczy...
Z moich oczu wciąż leciały łzy...
Teraz stanę się wiecznym wędrowcem...
Zielona trawa kołysała się na wietrze...
Piękne i silne zwierzęta skubały trawę...
Każdy z nich unosił łeb...
Z każdym krokiem czułem, że zostawiam przeszłość...
Zostawiam Yui...
***
Zamknęła oczy...Przytuliłem do siebie jej ciepłe ciało, z którego uleciało życie...
Łzy kapały na jej pysk...
Z rany wciąż płynęła krew...
Zszokowany położyłem jej ciało...
Kwiatami zakryłem jej obszerną ranę...
Wytropiłem niedźwiedzia...
Dobiłem go...
Zemściłem się na nim...
***
Teb obraz miałem cały czas w głowie...Zamknąłem oczy...
Z moich oczu wciąż leciały łzy...
Teraz stanę się wiecznym wędrowcem...
Od Yui - Ostatni pocałunek
Biegłam obok Ayato. Basior skoczył na mnie. Przeturlaliśmy się kawałek. Zatrzymaliśmy się, a on stał nade mną. Patrzył na mnie z miłością. Zaśmiałam się. Ayato schylił się. Pocałowaliśmy się.
-Kocham cię, Yui.-powiedział mój partner. Niewiele myśląc znowu dałam mu całusa. Przypięczętowałam tym moją odpowiedź.
-Ja też, Ayato.-powiedziałam to, po czym popchnęłam basiora. Ayato poleciał do tyłu, a ja pobiegłam dalej.
-Jak ja cię zaraz złapie.-usłyszałam wołanie basiora.
Wybiegłam zza krzaków. Przed sobą zobaczyłam niedźwiedzia. Pastwił się nad młodym jeleniem. Upadłam przed nim jak długa. Niedźwiedź zaryczał. Zamachnął się łapą. Odleciałam kilka metrów. Uderzyłam w drzewo. Upadłam u jego konara.
-Yui.-krzyknął Ayato. Spojrzał na niedźwiedzia i uderzył w niego z impetem. Niedźwiedź zaryczał z bólu. Ayato jednym susem przeskoczył zdobycz niedźwiedzia. Wyszczerzył zęby. Napastnik stanął na dwóch łapach, ale mój partner ugryzł go w łapę. Niedźwiedź pognał w czeluść lasu.
Ayato podbiegł do mnie. W jego oczach widziałam strach. Powędrowałam za jego wzrokiem. Na brzuchu moje żółte futro stało się czerwone. Zupełnie jak trawa dookoła. Dotknęłam łapą rany. Nabrała szkarłatnej barwy.
-Yui...-szepnął Ayato. Po jego oczach spływały łzy. Zaczęły się mieszać z moją krwią. Dotknęłam jego pyska. Wtulił się w moją łapę.
-Nie płacz.-powiedziałam. Czułam się coraz bardziej senna. Ayato dotknął mojej rany. Pobiegł po wodę. Przybiegł ponownie do mnie.
-Nie bój się, Yui. Wszystko będzie do mnie.-mówił jakby sam do siebie. Przystawił do mnie łapy, ale woda nie rozbłysła. Nie leczyła mnie. -Pobiegnę po Ginewrę.
-Ayato...-powiedziałam słabym głosem. -To nic nie da...-mruknęłam. Przytulił mnie do siebie. Uśmiechnęłam się. Zamknęłam senne oczy.
-Kocham cię, Yui.-powiedział mój partner. Niewiele myśląc znowu dałam mu całusa. Przypięczętowałam tym moją odpowiedź.
-Ja też, Ayato.-powiedziałam to, po czym popchnęłam basiora. Ayato poleciał do tyłu, a ja pobiegłam dalej.
-Jak ja cię zaraz złapie.-usłyszałam wołanie basiora.
Wybiegłam zza krzaków. Przed sobą zobaczyłam niedźwiedzia. Pastwił się nad młodym jeleniem. Upadłam przed nim jak długa. Niedźwiedź zaryczał. Zamachnął się łapą. Odleciałam kilka metrów. Uderzyłam w drzewo. Upadłam u jego konara.
-Yui.-krzyknął Ayato. Spojrzał na niedźwiedzia i uderzył w niego z impetem. Niedźwiedź zaryczał z bólu. Ayato jednym susem przeskoczył zdobycz niedźwiedzia. Wyszczerzył zęby. Napastnik stanął na dwóch łapach, ale mój partner ugryzł go w łapę. Niedźwiedź pognał w czeluść lasu.
Ayato podbiegł do mnie. W jego oczach widziałam strach. Powędrowałam za jego wzrokiem. Na brzuchu moje żółte futro stało się czerwone. Zupełnie jak trawa dookoła. Dotknęłam łapą rany. Nabrała szkarłatnej barwy.
-Yui...-szepnął Ayato. Po jego oczach spływały łzy. Zaczęły się mieszać z moją krwią. Dotknęłam jego pyska. Wtulił się w moją łapę.
-Nie płacz.-powiedziałam. Czułam się coraz bardziej senna. Ayato dotknął mojej rany. Pobiegł po wodę. Przybiegł ponownie do mnie.
-Nie bój się, Yui. Wszystko będzie do mnie.-mówił jakby sam do siebie. Przystawił do mnie łapy, ale woda nie rozbłysła. Nie leczyła mnie. -Pobiegnę po Ginewrę.
-Ayato...-powiedziałam słabym głosem. -To nic nie da...-mruknęłam. Przytulił mnie do siebie. Uśmiechnęłam się. Zamknęłam senne oczy.
Od Whitney - Nocny świat
Nie miałam co robić. Postanowiłam iść przed siebie. Gęsty las mnie wzywał. Ciemny i tajemniczy. Dla wilka to nic strasznego.
Weszłam w ciemną aurę lasu. Słyszałam pohukiwanie sowy. Ciche harce mysz wśród traw. Sowy tylko czekały na dogodną okazję, aby na nie zapolować. Zupełnie jak wilki na jelenie.
Usłyszałam trzepot skrzydeł. Sowa przeleciała koło mnie, porywając w szpony drobną myszkę. Wydała ona ostatnie tchnienie.
Zza rogu wyskoczył mały lisek. Popatrzył na mnie ślepiami. Rudy ogon zniknął za drzewem, które otoczone przez krzewy, wydawało się większe niż w rzeczywistości.
Doszłam na polanę. Przysiadłam na zadzie. Księżyc oświetlał mnie srebrną łuną. Zamknęłam oczy. Pysk uniósł się do góry. Z mojego gardła wyrwało się wycie, które ożywiło cichy las.
Weszłam w ciemną aurę lasu. Słyszałam pohukiwanie sowy. Ciche harce mysz wśród traw. Sowy tylko czekały na dogodną okazję, aby na nie zapolować. Zupełnie jak wilki na jelenie.
Usłyszałam trzepot skrzydeł. Sowa przeleciała koło mnie, porywając w szpony drobną myszkę. Wydała ona ostatnie tchnienie.
Zza rogu wyskoczył mały lisek. Popatrzył na mnie ślepiami. Rudy ogon zniknął za drzewem, które otoczone przez krzewy, wydawało się większe niż w rzeczywistości.
Doszłam na polanę. Przysiadłam na zadzie. Księżyc oświetlał mnie srebrną łuną. Zamknęłam oczy. Pysk uniósł się do góry. Z mojego gardła wyrwało się wycie, które ożywiło cichy las.
Subskrybuj:
Posty (Atom)