Przełknęłam śline. Nie teraz, nie byłam jeszcze na to gotowa. A jeżeli
zdenerwuje się i coś zrobie szczeniaką? Myślałam rozgorączkowana. Ale
naprawde w głębi serca pragnełam zostać matką. Byłam rozdarta. Valixsy
widząc moją mine zapytała:
- Nie cieszysz się?
Nie wiedzialam co odpowiedzieć. To był dla mnie szok
- Nie wiem.... Z jednej strony nie jestem jeszcze na to gotowa, a z
drugiej marze o szczeniakach... - Spuściłam pysk - Nie wiem co mam teraz
robić
(Valixsy?)
piątek, 24 maja 2013
Od Valixsy- CD historii Ziry ''Jak ci to powiedzieć?''
Zamyśliłam się i podrapałam się po głowie ...
- Byłaś u Ginewry ?
- Nie , nie . Nie chcę nawet tam iść .
- A do Levela ?
- Nie . - powiedziała i zapytała ze zdziwieniem . - A on jest jakimś specjalistą ?
- Przez 1502 uczył się psychologii , posiadł dużą wiedzę o gatunkach wilków , zna się na żywiołach . Szczeniaki , zna się na nich lepej niż nie jedna samica . Ale ogólnie jest psychologiem stada . Ale mniejsza o to . - mówiłam - Wiem co ci jest.
- Co ?! - zapytała z przejęciem .
Stanęłam obok niej i jeszcze raz obejrzałam jej brzuch .
- Jesteś w ciąży . - powiedziałam po czym popatrzyłam na jej błękitne oczy .
< Zira>
- Byłaś u Ginewry ?
- Nie , nie . Nie chcę nawet tam iść .
- A do Levela ?
- Nie . - powiedziała i zapytała ze zdziwieniem . - A on jest jakimś specjalistą ?
- Przez 1502 uczył się psychologii , posiadł dużą wiedzę o gatunkach wilków , zna się na żywiołach . Szczeniaki , zna się na nich lepej niż nie jedna samica . Ale ogólnie jest psychologiem stada . Ale mniejsza o to . - mówiłam - Wiem co ci jest.
- Co ?! - zapytała z przejęciem .
Stanęłam obok niej i jeszcze raz obejrzałam jej brzuch .
- Jesteś w ciąży . - powiedziałam po czym popatrzyłam na jej błękitne oczy .
< Zira>
Od Rico- Jak tu dotarłem
Pewnego dnia był wielki pożar ........
Moja mama szła od jednego szczeniaka po drugiego .
Gdy poszła po ostatniego nie zdążyła uciec tylko ja się wy człapałem .
Mieszkałem w lesie i znalazłem watahe
-Co ty tutaj robisz -spytał Gustaw
-Poszukuje watahy -powiedziałem
-Masz ? -pytałem
-Co -warkną Gustaw
-Watahe -powiedziałem
-No -powiedział
-Przyjmiesz mnie ?
(Gustaw)
Moja mama szła od jednego szczeniaka po drugiego .
Gdy poszła po ostatniego nie zdążyła uciec tylko ja się wy człapałem .
Mieszkałem w lesie i znalazłem watahe
-Co ty tutaj robisz -spytał Gustaw
-Poszukuje watahy -powiedziałem
-Masz ? -pytałem
-Co -warkną Gustaw
-Watahe -powiedziałem
-No -powiedział
-Przyjmiesz mnie ?
(Gustaw)
Od Ziry- Jak ci to powiedzieć?
Uhh. Brzuch zaczął mnie boleć. Coś się z nim działo od paru dni. Nie
chciałam iść do Ginewry. Nie miałam zamiaru jej wyznawać że coś mnie
boli. Postanowiłam iść po porade do Valixsy. Kiedy doszłam do jej
ukrytej jaskini stanełam. A jeżeli tam będzie jakiś inny wilk? No trudno
gdyby to wygadał to by dostał porządnego kopniaka ode mnie.
- Valixsy jesteś? - spytałam wchodząc do jaskini
- Tak jestem - z cienie wyłoniła się Valixsy
- uff to dobrze. Cześć
- Cześć. Co cię sprowadza? - spytała
- Nooo... Przyszłam po porade... - wydusiłam z siebie
- Jaką? - popatrzyła na mnie
- Od paru dni boli mnie brzuch... Wiesz dlaczego? - zapytałam
(Valixsy?)
- Valixsy jesteś? - spytałam wchodząc do jaskini
- Tak jestem - z cienie wyłoniła się Valixsy
- uff to dobrze. Cześć
- Cześć. Co cię sprowadza? - spytała
- Nooo... Przyszłam po porade... - wydusiłam z siebie
- Jaką? - popatrzyła na mnie
- Od paru dni boli mnie brzuch... Wiesz dlaczego? - zapytałam
(Valixsy?)
Adrealine jest w ciąży!
Adrenaline jest w ciąży drugi raz!
Szczenię/szczenięta urodzi/urodzą się za 4 dni!
- Wasz samiec alfa,
Gustaw.
Szczenię/szczenięta urodzi/urodzą się za 4 dni!
- Wasz samiec alfa,
Gustaw.
Od Desperado- Wieści...
Adrenaline bardzo bolał brzuch. Kiedy spała poszedłem po Ginewrę...
- Brzuch się powiększył... - Stwierdziła.
- Czyli? - Zapytałem.
- Far... Ile ma lat?
- Niecałe dwa...
- To to mogło się zdarzyć...
- Ale co?
- Będziecie mieć szczeniaki! - Krzyknęła Ginewra tak głośno, że Adrenaline się obudziła...
- Desperado? Ginewra? Co się stało? - Pytała.
- Będziemy mieć szczeniaki! - Wykrzyknąłem. Adrenaline zerwała się i rzuciła mi się na szyję...
- Brzuch się powiększył... - Stwierdziła.
- Czyli? - Zapytałem.
- Far... Ile ma lat?
- Niecałe dwa...
- To to mogło się zdarzyć...
- Ale co?
- Będziecie mieć szczeniaki! - Krzyknęła Ginewra tak głośno, że Adrenaline się obudziła...
- Desperado? Ginewra? Co się stało? - Pytała.
- Będziemy mieć szczeniaki! - Wykrzyknąłem. Adrenaline zerwała się i rzuciła mi się na szyję...
czwartek, 23 maja 2013
Od Soldiera- Księżyc
Trzymałem się z dala od rodziny i watahy. Moje podejście do życia było złe. Czułem się... Jakbym był kimś złym. Byłem całkowicie rozdarty. A czemu? Bo zamiast uczestniczyć w wojnie ja... gapiłem się w księżyc. Ale coś nakazało mi iść do Królestwa Ciemności. Coś... Tylko co?
Padał śnieg... Był wrzesień i ogromna śnieżyca! Trochę dziwne... Czułem, że dziś ma się coś wydarzyć... Ale co takiego? Te myśli chodziły mi po głowie. Idąc rozmyślałem... Czułem się kimś innym, byłem samotny, odtrącony, ukryty w mroku. Zawsze taki jestem... Smutny, zamyślony... Nie wiadomo tylko dlaczego... Czemu? To nie wyjaśnione... Nagle poczułem się gorzej... Serce omal nie stanęło, a łapy nie ruszały się. Zamrażało mnie... I nagle... Właśnie wtedy... Usłyszałem czyjś pisk... Byłem niedaleko pola bitwy. Pisk... Głos wydawał się... znajomy... Ale czyj ten głos? Wtedy podmuch wiatru chuchnął mi tam, gdzie mam serce... To był znak... Zrozumiałem, że... To był jej pisk... Wtedy coś się stało... Lód prawie cały mnie zakuł... Próbowałem się wydostać... Bezskutecznie... I wtedy zamiast pisku usłyszałem bardzo głośny skowyt. Ale... Ten głos coś mówił... Rozległo się echo...
- Soldier! - Wołał ten głos. Zacisnąłem zęby i lód zaczął pękać. Naprężyłem mięśnie i uwolniłem się. Popędziłem na plac wojny. Chaos... Uważnie się rozejrzałem... Nikt mnie nie widział. Nikt nie słyszał pisków i skowytów innych. Każdy skupił się na swoim zadaniu. Ale ja ją dostrzegłem... Bez zastanowienia zacząłem startować, aż w końcu uniosłem się w powietrze. Wylądowałem tuż przy niej. Pozabijałem wszystkich wojowników, którzy próbowali się do niej dostać... Na koniec objąłem ją, żeby wiedziała, że jest bezpieczna. Nie umiała latać- zwichnęła skrzydło... Patrzyłem na jej krwawe rany zastanawiając się co będzie dalej...
C.D.N.
Padał śnieg... Był wrzesień i ogromna śnieżyca! Trochę dziwne... Czułem, że dziś ma się coś wydarzyć... Ale co takiego? Te myśli chodziły mi po głowie. Idąc rozmyślałem... Czułem się kimś innym, byłem samotny, odtrącony, ukryty w mroku. Zawsze taki jestem... Smutny, zamyślony... Nie wiadomo tylko dlaczego... Czemu? To nie wyjaśnione... Nagle poczułem się gorzej... Serce omal nie stanęło, a łapy nie ruszały się. Zamrażało mnie... I nagle... Właśnie wtedy... Usłyszałem czyjś pisk... Byłem niedaleko pola bitwy. Pisk... Głos wydawał się... znajomy... Ale czyj ten głos? Wtedy podmuch wiatru chuchnął mi tam, gdzie mam serce... To był znak... Zrozumiałem, że... To był jej pisk... Wtedy coś się stało... Lód prawie cały mnie zakuł... Próbowałem się wydostać... Bezskutecznie... I wtedy zamiast pisku usłyszałem bardzo głośny skowyt. Ale... Ten głos coś mówił... Rozległo się echo...
- Soldier! - Wołał ten głos. Zacisnąłem zęby i lód zaczął pękać. Naprężyłem mięśnie i uwolniłem się. Popędziłem na plac wojny. Chaos... Uważnie się rozejrzałem... Nikt mnie nie widział. Nikt nie słyszał pisków i skowytów innych. Każdy skupił się na swoim zadaniu. Ale ja ją dostrzegłem... Bez zastanowienia zacząłem startować, aż w końcu uniosłem się w powietrze. Wylądowałem tuż przy niej. Pozabijałem wszystkich wojowników, którzy próbowali się do niej dostać... Na koniec objąłem ją, żeby wiedziała, że jest bezpieczna. Nie umiała latać- zwichnęła skrzydło... Patrzyłem na jej krwawe rany zastanawiając się co będzie dalej...
C.D.N.
Od Dark'a- Pełnia - moje życie
Dzisiajw dzień znalazłem sobie głęboką i ciemną nore. Przeleżałem w niej
cały dzień. W nocy dopiero wyszłem. Było pięknie! Odetchnąłem z ulgą.
Była dzisiaj pełnia. Dla mnie księżyc jest źródłem siły. Gdyby nie on
nie byłoby mnie. Ale to nie chodzi o to że dzięki niemu mam wszystkie
moce... Nie, to jest dla mnie tak jakby przyjaciel. Większość wilków by
mnie wyśmiało, ale to prawda. On zawsze mnie słucha. A w pełnie to nie
umiem oderwać od niego wzroku. Powiał wiatr który przyjemnie rozwiał mi
futro. Poczułem zapach jelenia. Jednak , chociaż byłem głodny, nie
poszłem za zapachem. W pełnie nie robie takich rzeczy. Po prstu nie
moge. Wzrok cały czas mi wędruje w kierunku księżyca i wtedy nic nie
moge zrobić. Rozciągnąłem się. Poszedłem pozwiedzać tereny. Zajeło mi to
zaskakująco mało czasu. Więc poszłem się przejść. Ot tak, dla
przyjemności. Było tak przyjemnie! Sowy chuchały mi nad głową, liście
przyjemnie szeleściły. Ah! Czy może być coś lepszego? Spuściłem głowe
- "Tak może być" - pomyślałem. No cóż wszystko w swoim czasie! Na razie trzeba się rozkoszować obecną chwilą. Znalazłem się na jakimś samotnym pagórku. Weszłem na sam szczyt i zawyłem do mojego przyjaciela - księżyca. Wyłem i wyłem. Była to pieśń samotnika który znalazł się w raju, chociaż nie jest w pełni uszczęśliwiony. Czegoś mu brakuje, raczej kogoś. Kogoś na kim zawsze może polegać... Byłem dość przygniębiony. Co prawda zawsze podczas pełni byłem lekko przygniębiony, jednak dziś kiedy znalazłem w końcu cel mojej wędrówki, odkryłem następny.... , trudniejszy cel do zdobycia. Chociaż wszystko może się zdarzyć. Tak zawsze powiadali mi rodzice. Jestem ciekawy jak idzie mojej siostrze Sharonie... Mam nadzieję że wszystko u niej w porządku, że znalazła sobie partnera, czy rodzice są też zadowoleni, że mają szczęśwliwe życie. Ja też nie moge narzekać. Ale chciałbym kogoś poznać. Przynajmniej znajomego, potem przyjaciela, partnera i dzieci. Wtedy bym był w siódmym niebie.
Tak rozmyslałem wyjąc. Była północ. ta godzina.... Była najcudowniejszą godziną na świecie, od księżyca płynął przedziwny spokój, lecz bardzo kojący. Przestałem wyć i zapatrzyłem się w złotą kule. Ile bym zrobił gdybym mógł choć na chwile znaleźć się na księżycu!!! Znowu zacząłem wyć. Tym razem przeciągle i jeszcze bardziej smutno...
- "Tak może być" - pomyślałem. No cóż wszystko w swoim czasie! Na razie trzeba się rozkoszować obecną chwilą. Znalazłem się na jakimś samotnym pagórku. Weszłem na sam szczyt i zawyłem do mojego przyjaciela - księżyca. Wyłem i wyłem. Była to pieśń samotnika który znalazł się w raju, chociaż nie jest w pełni uszczęśliwiony. Czegoś mu brakuje, raczej kogoś. Kogoś na kim zawsze może polegać... Byłem dość przygniębiony. Co prawda zawsze podczas pełni byłem lekko przygniębiony, jednak dziś kiedy znalazłem w końcu cel mojej wędrówki, odkryłem następny.... , trudniejszy cel do zdobycia. Chociaż wszystko może się zdarzyć. Tak zawsze powiadali mi rodzice. Jestem ciekawy jak idzie mojej siostrze Sharonie... Mam nadzieję że wszystko u niej w porządku, że znalazła sobie partnera, czy rodzice są też zadowoleni, że mają szczęśwliwe życie. Ja też nie moge narzekać. Ale chciałbym kogoś poznać. Przynajmniej znajomego, potem przyjaciela, partnera i dzieci. Wtedy bym był w siódmym niebie.
Tak rozmyslałem wyjąc. Była północ. ta godzina.... Była najcudowniejszą godziną na świecie, od księżyca płynął przedziwny spokój, lecz bardzo kojący. Przestałem wyć i zapatrzyłem się w złotą kule. Ile bym zrobił gdybym mógł choć na chwile znaleźć się na księżycu!!! Znowu zacząłem wyć. Tym razem przeciągle i jeszcze bardziej smutno...
Od Dark'a- Moje życie
Moje życie było w zasadzie nudne. Błąkałem się po świecie jak bezdomny
pies. Ale może zacznę od początku. Urodziłem się w watasze Srebrnego
Nieba. Moimi rodzicami była dumna para beta. Wszyscy naszą rodzinę
poważali tak jak alfy. Wataha była dość duża. Jednak nie było żadnych
kłutni ani nieporozumień. Wszyscy się tam szanowali i lubili. Jednak
kiedy samiec alfa poszedł na polowanie z dwoma innymi wilkami nie
wrócili. Rodzina alfy bardzo to przeżywała. W końcu reszta rodziny
zagineła. Wszyscy byli wstrząśnięci. Nikt nie rozumiał co się stało.
Kiedy otrząsnęto się od katastrofy zaczeły się zebrania w temacie
głównym było kto zostanie teraz alfą. Wilki bardzo chciały aby była to
jakaś para. Jednak po dłuższym namyśle zdecydowli że ja będę. Dobrze nam
się wiodło. Było spokojnie. W końcu znudziło mi się to. Wybrałem na
nową alfe moją siostre, a sam uciekłem. Błąkałem się i błąkałem. Często
zgięty w pół z bólu przez strzał z broni człowieka przeklinałem dzień
kiedy odeszłem od mojej watahy. W końcu znalazłem tą watahe. Mam
nadzieję że będzie tu dla mnie raj...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
