poniedziałek, 1 grudnia 2014

Arigato odchodzi z watahy!

*zdjęcie nie działa*
Arigato odchodzi.
~
Powód odejścia: Brak aktywności
Piastowane stanowiska: Obrońca alf
Data dołączenia: 16 lipiec 2014
Data odejścia: 1 grudzień 2014
Ilość opowiadań: 1
Imię partnera: Brak
Ilość szans na powrót: Jedna
~
Żegnaj!

Callie staje się dorosła!

  • Callie

Imię: Callie [czyt. Kali]
Płeć: Samica
Wiek: 1 rok
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Nauczycielka historii, szpieg wodny
Cechy charakteru: Bardzo odważna, spostrzegawcza, niezależna, waleczna, uparta, samodzielna, wytrwała, dobra strategiczka, trochę szalona, czasami melancholijna i wybuchowa, optymistka, z poczuciem humoru, wyrozumiała, troskliwa, opiekuńcza, honorowa, nieufna, pamiętliwa, ciekawska
Cechy fizyczne: Świetnie pływa, szybko biega oraz jest zwinna, a także silna, nie potrafi jednak wysoko skakać
Znak szczególny: Naszyjnik, z którym nigdy się nie rozstaje
Słaby punkt: Nadgarstki
Boi się: Chyba tylko końca świata
Waga: 50 kilogramów
Wzrost: 75 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Szuka
Rasa: Wilk europejski
Żywioł: Woda
Moce: [9/15] Telepatia, oddychanie pod wodą, stwarzanie wirów wodnych, rozmawianie ze zwierzętami wodnymi i przemienianie się w nie, kiedy wychodzi z wody, jest całkiem sucha, nie stawia ona jej oporu, nie czuje jej temp., stwarzanie kuli wodnych
Partner/ka: Sama nie wie. Już jest ktoś kogo kocha, ale mu o tym nie powiedziała.
Rodzice: Whitney i Pew
Potomstwo: Brak
Inna rodzina: Selene - babcia, Hill - dziadek, Karo i Percy - pradziadkowie, Ayoko i Laeti - prababcie
Kraj pochodzenia: Hiszpania
Lubi: Zabawy w wodzie, opadające liści i ich szum, spacery o pełni Księżyca
Nie lubi: Natrętów, obgadywania, zdradzania cudzych tajemnic
Pióra Feniksa: 140.000
Historia: Wie jedynie, że przyszła na świat w jednej z watah Hiszpanii w czasie wojny, w której poległ jej ojciec. Matka zaś ścigana przez część członków watahy przeciwników, postanowiła ją gdzieś ukryć. W końcu trafiła na tę watahę i tu porzuciła, a sama pognała dalej, mając nadzieję, że ktoś się zaopiekuje jej córeczką.
Właściciel: Bielik amerykański

Taravia staje się dorosła!

  • Taravia

Imię: Taravia, czasami Tara
Płeć: Samica
Wiek: 1 rok
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Wojowniczka, psycholog
Cechy charakteru: Bardzo miła i ufna wadera. Nigdy nie poddaje się łatwo. Ma znakomity kontakt z innymi wilkami. Często bywa niezdecydowana, przez co ma problemy z podjęciem dobrej decyzji. Posiada dużą wiedzę, którą czerpie od zmarłych dusz. Należy do wilków umiejących się śmiać z samych siebie. Zależnie od sytuacji Tara jest pewna siebie lub nieśmiała, ale częściej nieśmiała. Wielka optymistka z piękną duszą.
Cechy fizyczne: Za sprawą swojej mocy Tara, jest niezwykle szybka. Umie posługiwać się mieczem, podarowanym jest przez duchy. Dysponuje dużym wzrostem i mocnymi mięśniami co czyni z niej atletkę. Taravia nie należy do dobrych łowców. Umie całkiem dobrze nurkować. Słowem posiada dobre umiejętności.
Znak szczególny: Trzy czarne pióra przyczepione do szyi - dostała jeden od matki, drugi od ojca, a trzeci od brata - oraz dwa białe na ogonie - symbolizują przyjaźń z Remi'm
Słaby punkt: Klatka piersiowa, gdzie znajduje się serce
Boi się: Wielu różnych rzeczy
Waga: 45 kilogramów
Wzrost: 75 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Szuka
Rasa: Wilk europejski
Żywioł: Energia
Moce: [5/15] Telepatia. Przyzwanie duchów. Widzenie duchów. Rozmawianie z duchami. Przemiana w fenka.
Partner/ka: Sama nie wie. Już jest ktoś kogo kocha, ale mu o tym nie powiedziała.
Rodzice: Midas
Potomstwo: Brak
Inna rodzina: Brak
Kraj pochodzenia: Islandia
Lubi: Dużo rzeczy... Toleruje wiele rzeczy
Nie lubi: Sama nie wie czego...
Pióra Feniksa: 140.000
Historia: Urodziłam się w dzień Wszystkich Świętych, kilka minut przed północą. Moi rodzice wiedzieli jakie posiadam umiejętności oraz jakie zagrożenie mogę stanowić. Wraz z moim bratem, Horusem opuściłam watahę, aby odnaleźć te "odpowiednią". Mój brat dołączył do watahy, która znajdowała się nieopodal Watahy Krwawego Wzgórza, do której dołączyłam. W tym miejscu okażę się czy pokonam złego demona, który drzemie we mnie. Wszystko powinno rozstrzygnąć się w Wigilię...
Właściciel: Karoluna

Od Lucius'a - Czarna dusza

Wróciłem tu z misją, by zabić demona... Czułem, że coś zagraża temu innemu światu, światu równowagi życiowej. Pobiegłem szybko na ołtarz. Czułem wyraźny zapach krwi, a niebiesko fiołkowa wadera zaśmiała się.
- Kolejny do zabawy? - Zapytała.
- Nie w tej sprawie. - powiedziałem siedząc. Miałem plan. Zamieniłem się w smoka.
- Co ty robisz?- powiedziała dość zdenerwowana. Po chwili zamieniłem się całkiem w smoka, odwróciłem się i przywaliłem jej w pysk.
- Żryj to! - wykrzyczałem, i wziąłem wilka imieniem Shout pod skrzydła. - A to jest moje, demonie. 
- Dziękuję, że po imieniu. - powiedziała z psychopatycznym uśmiechem wadera, po czym rzuciła się na mnie i użyła macek ciemności.
- Mów ten plan! Zdradź ten cholerny plan! - Zawołałem.
- Jaki plan?! - powiedziała udając, że nie wie 
- Sama wiesz jaki. - powiedziałem zadając jej cios, wreszcie wziąłem swój miecz, który wziąłem kiedy byłem poza watahą i zatopiłem go w jej serce. Padła pól martwa, była jeszcze w niej kropla demona. Nagle Azuma podbiegł do niej.
- O pani! - powiedział.
- Odsuń się od niej! - warknąłem. - Nie chcesz być taka jak ona, nie chcesz być demonem!
On bez słowa odsunął się, a ja zmieniłem się w smoka i poleciałem z nią do czyścca czyli ołtarzu z pięknymi obeliskami, na których były niebieskie runy. Była to tak jakby ''jasna strona mocy''. Położyłem Dusk Shadow w sam środek i obok niej wysypałem małe kamienie z niebieskimi runami. Nagle pojawiła się wielka czarna kałuża, a ona się obudziła.

< Dusk Shadow, jak zareagujesz? >

LUCIUS wraca do watahy!

  • Lucius


Imię: Lucius [czyt. Lucjus], przezwisko Soul [czyt. soul, ang. dusza]
Płeć: Samiec
Wiek: 4 lata
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Nauczyciel latania
Cechy charakteru: Nieuchwytny, skryty, tajemniczy, z poczuciem humoru ale i tak zawsze jest lekko poważny
Cechy fizyczne: Bardzo szybki i wytrzymały
Znak szczególny: Niebieska sierść
Słaby punkt: Prawa, przednia łapa
Boi się: Powrotu demonów
Waga: 75 kilogramów
Wzrost: 90 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Wszyscy z watahy, łącznie z towarzyszami
Rasa: Mieszaniec
Żywioł: Lód, Magia, Powietrze
Moce: [9/15] Telepatia, latanie, tworzenie lodowych konstrukcji, przywoływanie potworów, magiczny oddech, leczenie, trąba powietrzna, zamiana w konia i smoka
Partner/ka: Czuje coś do Lauren
Rodzice: Lily i Bestroy [nie należą do watahy i nigdy nie będą]
Potomstwo: Brak
Inna rodzina: Brak
Kraj pochodzenia: USA, przy Wodospadzie Niagara
Lubi: Być sam, czasami w towarzystwie, ciemność
Nie lubi: Światła, brzasku
Pióra Feniksa: 40.000
Historia: Urodziłem się w innej watasze i dołączyłem do tej. Tyle musisz wiedzieć.
Właścicielsonia
WITAJ W WATASZE KRWAWEGO WZGÓRZA!!!

Od Blood'a - Tropienie

Wyszedłem dziś z jaskini o 4:53. Wczoraj położyłem się o 22, ale nie umiałem zasnąć. Przewracałem się tylko z boku na bok, w nadziei, że znajdę jakąś dogodną pozycję, dzięki której wreszcie będę mógł pogrążyć się we śnie. Stało się to około północy. 
Byłem dość głodny, więc postanowiłem wytropić coś do jedzenia. Poszedłem do Lasu Czarnego Rumaka, bo większość wilków tam właśnie poluje. Zobaczyłem ślady jelenia, odbite na błocie. Podążałem tym tropem. Po kilkunastu metrach ślady stały się niewyraźne i tak jakby lekko... czerwone?! Owszem, czerwone. To była krew. 
Wyobraziłem to sobie tak. Jeleń biegnie, a wilk skacze na niego i zadaje mu obrażenia, po czym zeskakuje i goni zdobycz dalej. Bezbronne zwierzę wdepnęło jeszcze w kałużę swojej krwi i właśnie stąd kolor śladów... Wróciłem się do miejsca, gdzie ślady przybrały czerwoną barwę. Moja hipoteza się potwierdziła. W trawie znalazłem coś mokrego. Krew... Ruszyłem dalej przed siebie, za śladami. Po około 100 metrach od kałuży błota, zobaczyłem jakiś narząd wewnętrzny. I nagle... mnóstwo krwi, zwierzę z rozpłataną skórą, z widocznymi wszystkimi flakami i jego dumny oprawca stojący nad ciałem.
 - Niezła robota. - Uśmiechnąłem się do wilka.

< Wilku? >

niedziela, 30 listopada 2014

Post #3

Aktualizacja
post potrzebny do stworzenia nowej strony
Nie uznawać za spam.
Nie komentować i nie oceniać.

Od Aya Bones - C.D. opowiadania Aelity ''Wataha Krwawego Wzgórza''

Siedziałam wpatrzona w latającą Mine. Unosiła się w powietrzu. Na początku łapała skrzydłami wiatr, a potem go wypuszczała. Prostowała je, aby wypatrzeć teren, następnie przytulała do tułowia. I spadała, kiedy była już prawie przy ziemi, ponownie je prostowała. Kępki traw skłaniały się kiedy przelatywała nad nimi głowami. Powiedziałam to w mój sposób, morze tego nie zrozumiesz, ale ja tak. Można powiedzieć, że po prostu "pięknie latała", ale to już by tego wszystkiego nie oddało.
Nagle usłyszałam kroki, były to kroki Aelity.
- Wstałaś? - zarzuciłam sarkastycznie
- Nie do końca... - ziewnęła pocierając oczy łapą
- To nie ważne, mam plany na dziś - zdjęłam z siebie torbę
- Jakie? - Zapytała
- Takie, co na pewno przypadną ci do gustu - wyciągnęłam z torby porozdzielane skrawki papieru i złączyłam je wszystkie razem - Widzisz to miejsce?
Położyłam łapę na mniej więcej dobrym położeniu.
- Mhm - Przytaknęła, wpatrując się - Gdzie to jest?
- Niedaleko z tąd
Nagle zza moich pleców wyłoniła się pierzasta kreatura, który nieco wystraszyła Aelitę.
- Spokojnie - jęknęłam - to nasz przyjaciel
Ptak usiadł jej na plecach
- Mine się nazywa - założyłam torbę - Chyba cię lubi
Usiadłam. Chwilę potem feniks ugryzł ją w ucho.
- Ugh.. a to co znaczy?! - syknęła
- Nie wiem - Szybko odpowiedziałam - Chodź, nie mamy całego dnia
***
- Co robisz? - Skrzywiłam łeb
- Podśpiewuje sobie, nie słyszysz? - odpowiedziała melodycznie
- Jedyne co słyszę to ty - zażartowałam
- Usiądź
Zatrzymałam się.
- Po co ? - westchnęłam
- No.. po prostu usiądź
W końcu się zgodziłam.
-Teraz słyszysz? - usiadła naprzeciwko mnie - Tylko postaraj się.
Przez chwilę patrzyłam na nią, jak na głupią. W końcu potem się zgodziłam. Zamknęłam oczy i nastawiłam uszy. Chwilę potem zaczęłam słyszeć cichą muzykę z puszczy nieopodal. Była bardzo cicha, lecz melodyczna. Morzna powiedzieć, że wpadała w ucho. No ale... co ja tam wiem. W końcu Aelita była nią zafascynowana.
- Teraz słyszę - wstałam i pobiegłam dalej
Aelita nie poprzestała na ciszy. Zaczęła śpiewać. Szczerze, lekko mnie to dobijało. Jedyne co ja potrafiłam, to porządnie krzyknąć, choć i to nie było aż tak "porządne". 
Po czasie zaczęłam robić za echo w tle. Mój "lodowy" głos idealnie do tego pasował. Powietrze przy mnie robiło się coraz zimniejsze, lecz gdy przestałam, już takie nie było. Kontynułowaliśmy aż do przybycia na miejsce.
*** 
- Ty tu zostań - pogłaskałam Mine po dziobie
- Aya, co to jest? - Wskazała łapą na świecący przedmiot w jaskini naprzeciwko. 
- Nie wiem.. ale zaraz się przekonamy - wbiegłam do niej, a za mną unosił się już tylko głos wadery
Chwilę potem, przy mnie stała Aelita.
- Idziemy tam? - jęknęła
- Pff, pytanie..
Podbiegłam. Nagle coś dziwnego powaliło mnie z nóg. Dopiero potem usłyszałam przeraźliwy pisk.
- Mine! - wykrztusiłam tuląc się do ziemi
Chwilę potem spadła lawina głazów, która obijała się o moje uszy. Zaczęłam wstawać, byłam jednak bezsilna z walką trzęsienia ziemi. Padłam, potem jednak coś upadło mi na ogon. Nie było żadnych innych wytłumaczeń, niż to, że był to mały kamień. Który niósł za sobą wilkiego głaza. Zrobiłam szybki unik, a potem po raz kolejny padłam na ziemię.
Leżałam, tak długo aż to wszystko się skończyło. 
***
- Aelita?! 
-...
- AELITA! - wrzasnęłam
Może została na zewnątrz? Nie wiem... jedyną opcją było to sprawdzić.
- Huh? - stanęłam jak wryta
Przede mną zamiast wyjścia, stała ściana z kamieni. Usiadłam, zrobiłam wielkie oczy. 
- Jak ją to przygniotło?! Albo gdzieś utknęła? Nie.. nie, tylko nie to - warknęłam sama na siebie
- Aya?
To słowo obijało mi się o uszy. Aż w końcu do mnie dotarło. Za mną stała cała, i zdrowa Aelita. 
- Czemu to zrobiłaś! - Wyszczerzyłam zęby, w taki sposób jak bym chciała wykonać na nią zamach
- Daruj... wiesz gdzie jesteśmy, co nie?
Upadłam na ziemię...
- Nie, nie wiem. Zgubiłam, nas. Do tego... czemu tu jest tak gorąco.
Odsunęła się, a ok. 50 m za nią stała lawa. 
- Żartujesz - Wbiłam moje puste ślepia na nią
- Nie..
- Kiepsko ze mną...
- Trzymaj się, musimy stąd wyjść
Opuściłam głowę. W końcu dotarł ten moment, gdy czułam się bezradna. Nie dałam po sobie tego poznać, w końcu, nie należało się nad sobą użalać, gdy obok mnie stał wilk. Wilk którego znałam od bardzo dawna. Zamknęłam oczy i zawyłam. Tak na wszelki wypadek.
- Co robisz? - zapytała
- Wyję, morze nas usłyszą. Nie stój tak, tylko wykrztuś coś z tego gardła - powiedziałam pustym głosem
Chwilę potem obie wyłyśmy. Pociągnęłam to tak długo jak tylko mogłam. Nie wiem czemu, ale nagle wszystko zniknęło mi z oczu. Po raz kolejny padłam na ziemię. Wiedziałam w końcu, że to się stanie. Przebywanie w takich warunkach dla mnie nie jest najlepszą opcją. Widziałam już tylko ciemność, spokojną ciemność, lecz wierzyłam w to, że w końcu się obudzę. Przy wilku takim jak Aelita, nic nie mogło się stać..

< Aelita, co dalej? >

Od Makki - C.D. opowiadania Diany ''Jak tu dotarłam?''

Dlaczego nie byłam na polowaniu wraz z resztą watahy? Ostatnimi czasy miałam problemy z łapą i lekko utykałam, kiedy się poruszałam. Ginewra zaleciła, abym została w jaskini.
 - Chodź za mną. - Powiedziałam do wilczycy.
 - Dobrze. - Uśmiechnęła się.
 - To powiedz, Diano, co sprawiło, że chcesz tutaj zostać? - Zapytałam.
 - No bo wiesz... To wszystko jest takie piękne. Czuję się tu wolna. 
 - Rozumiem, że kompletny spontan, ta? - Spytałam z szerokim uśmiechem.
 - Dokładnie. - Odpowiedziała.
 - Wiem coś o tym. - Zaśmiałam się.
 - Serio? - Zapytała, ale nim zdążyłam odpowiedzieć, dorzuciła jeszcze coś. - A właśnie, dlaczego nie jesteś na tym polowaniu? 
 - Przez łapę. - Westchnęłam.
 - Ale chodzić możesz? - Zapytała, lekko zatroskana.
 - Ta, tylko że biegać nie mogę. Mogłoby mi się nieźle pogorszyć... A tego nie chcemy, prawda?
 - No. - Uśmiechnęła się.
 - Fajna jesteś. - Zaśmiałam się.
 - Się wie. - Odpowiedziała.
- A jak już alfa się zgodzi... Bo wiadomo, że się zgodzi. To.. oprowadzić cię? - Zapytałam.

< Diana?>

Od Azumy - C.D. opowiadania Dusk Shadow ''Prowadź do przywódcy...''

Wybuchłem gromkim śmiechem.
-Otworzę portal!-Powiedziałem.
-Na co czekasz?-Warknęła zniecierpliwiona wadera.
-Otworzę go, a na razie będę rozkoszował się skomleniem tego psa!-Mój śmiech rozdzierał niebo niczym boski bat.
Dusk Shadow puściła smarkacza...
-A więc...-Powiedziałem podwójnym głosem, moim i Seibu jednocześnie.-Pani...-Ukląkłem przed nią.-Będę ci służył pod jednym warunkiem.-Rzekłem.
-Tak?-Przyjęła moją propozycję.
-Pozwolisz mi się radować śmiercią ofiar masowego mordu którego dopuszczę się wraz z tobą na tym świecie.-Powiedziałem wstając.
-Hahaha!-Zachichotała.-Oczywiście.-Powiedziała cicho.
-Zabij go!-Krzyknąłem z rozkoszą patrząc jak to coś pełzało po ziemi w amoku niczym robak...motyl któremu urwano skrzydła by nigdy już nie mógł latać.
-Czemu sam tego nie zrobisz?-Zapytała.
Uśmiechnąłem się lekko i zmieniłem w węża, czułem jad sączący się po moich kłach...
Owinąłem się w okół Shout'a i odgryzłem mu rogi, coś chrupnęło...usłyszałem zgrzyt łamanych kości i krzyk...kolejna kość zmiażdżona...wrzask był niczym melodia...piękna, ukojna, rozgrzewająca moje kamienne serce...jeśli wciąż je miałem.

<Dusk Shadow?>