poniedziałek, 14 grudnia 2015

Zafira - profil smoka

Kryształ - Wariant 13 - Stadium 1.png
Imię: Zafira
Płeć: Samica
Wiek: 120 lat
Stanowisko: Walczący
Hierarchia: Gamma
***
Typ: Smok Kryształu
Charakter: Samica bardzo wybredna, odważna i uparta. Jej trening będzie można porównać do prawdziwej udręki, a celem owej samicy jest zgnębienie trenera. Oswojenie jej skutkuje nagłą zmianą nastawienia. Z wściekłej bestii zamienia się w smoka gotowego swoją ogromną klatką piersiową zasłaniać właściciela przed każdym zagrożeniem. W pełni ufa tylko trenującemu ją wilkowi. Każdy inny jest dla niej nieznany i może zostać potraktowany jako potencjalne zagrożenie. Na sygnał potrafi zarówno zaprzestać mordu, jak i urządzić prawdziwą, krwawą łaźnię.
Lubi: Jej ulubioną porą na loty są wieczory i noce, to właśnie jest jej ulubionym zajęciem. Do tego bardzo lubi pomagać w patrolowaniu granic, a jeśli chodzi o upodobania kulinarne... gustuje we wszystkich rodzajach mięsa. 
Nie lubi: Nadmiernej czułości, siłowych prób zapanowania nad jej wybuchowym temperamentem, długo gojących się ran. 
Żywioł: Lód
Moce: Mroźny wiatr (za pomocą lodowego podmuchu zamraża nawet najmniejsze cząsteczki wody; każdy organizm trafiony ową umiejętnością w najlepszym wypadku doznaje okropnych odmrożeń, a jeśli będzie miał nieco mniej szczęścia czeka go szybka lecz bolesna śmierć) 
***
Stadium: Jajo
Poziom: 0
Umiejętności: | Atak: 0 | Polowanie: 0 |
Zbroja: Brak
Historia: Jako jedyna nie została zmiażdżona przez truchło jej rodzicielki. Przygarnięta przez parę Gamma, a trenowana pod czujnym okiem Silence'a marzy aby wyrosnąć na wspaniałego smoka wykorzystywanego w boju.
Właściciel: Silence

Od Silence'a - Smocze piekło [Quest #5]

UWAGA, PONIŻSZY TEKST ZAWIERA WULGARYZMY! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

- A więc mówisz, że na terenach watahy można znaleźć smoki. - Szybko skwitowałem odpowiedź młodego samca alfa. 
- Oczywiście, dziwię się, że będą gammą o tym nie wiedziałeś. - Diesel ze spokojem wygłosił swoją frazę. - A co, masz chrapkę na małego pupila? 
- Powiedzmy, że interesuje mnie jego pozyskanie. 
- Licz się z tym, że dorosłego osobnika nie oswoisz. 
- Więc trzeba wykraść jajo. 
- Aby to zrobić musisz ubić wiekową bestię i modlić się, aby umierając nie zabrała ze sobą tego, na czym ci zależy. 
- Potnę go na kawałki jeśli będę musiał. Gdzie mogę je znaleźć? 
- Szukaj niedaleko terenów zakazanych. Nie mam dokładnych informacji na temat umiejscowienia gniazd. 
- Zacznę niedaleko Placu Żywiołów. - Oznajmiłem oddalając się. 
- Miło było cię znać Silence! - Wilk zawołał na odchodne znikając w leśnym gąszczu. Jeszcze tego samego dnia z dokładnością do kilku centymetrów przeczesywałem granicę przy mistycznym placu. Do nosa wyraźnie wdzierał się zapach siarki, a spopielone drzewa wskazywały na niedawną obecność mojego celu. Z każdym krokiem swąd nasilał się, a głębokie odbicia łap w ziemi prowadziły do dziury głębokiej na blisko dwadzieścia metrów i średnicy blisko dziewiętnastu. Przełknąłem ślinę teleportując się na samo dno. Moim oczom ukazało się ogromne leże, ułożone z kości, na których znajdowało się już gnijące mięso. Nad czubkiem owego kopczyka można było dostrzec lśniące w wieczornym słońcu czubki jaj, natomiast nigdzie nie było widać rodzicielki. Jej lokalizacja dotarła do mnie dopiero w chwili gdy oślizgła, śmierdząca maź w białym kolorze kapnęła na mój kark. Domyśliłem się, że jest to ślina. Idąc tym tropem ryj jej właściciela znajdował się dokładnie nade mną. Dreszczyku emocji dodał cuchnący oddech przeczesujący lekko zmrożoną sierść. 
- Witaj. - wyszeptałem sięgając po małe, lecz zabójcze ostrze tomahawka. Jednym płynnym ruchem wciąłem się w łapę, która właśnie zniżała się do mego poziomu w celu zamienienia mnie w krwawą plamę. Ruch ten był wielkim błędem. Po dosłownie dwóch sekundach zawisłem nad rozwartą paszczą potwora. Kilka szarpnięć spowodowało poluzowanie się wcześniej wbitego ostrza, a później upadkiem w przekrwiony przełyk smoka. Ześlizgując się do żołądka ostatkiem sił zdołałem się zaczepić o czerwone wnętrze gardła. - Nie zdechnę, nie w tym miejscu! - Wrzeszczałem sam do siebie, rozpruwając tkankę bestii. Odkryłem przy tym dodatkową zaletę. Łuski, które są kurewsko twarde z zewnątrz, od środka rozłupują się niczym masło. Po kilkunastu minutach panicznej walki o życie udało mi się wybić dziurę, przez którą wypłynąłem... razem z litrami krwi, wylewającymi się z giganta. Patrzyłem jak jego ciało się zatacza, chwieje, przewraca... idealnie na gniazdo. Cały brudny, śmierdzący i klejący od brunatnej cieczy na próżno począłem poszukiwać ocalałego jaja. Usiadłem załamany obserwując parujące zwłoki. W pewnej chwili moim oczom ukazało się osmolone z jednej strony i z lekkim pęknięciem na wierzchniej strukturze skorupy jajo. Musiało wypaść z gniazda w chwili gdy truchło tego bydlaka runęło na ziemię. Z szyderczym uśmiechem na pysku zacząłem wychodzić z nory wielkiej jaszczurki. Żałowałem tylko tego, że dzienną teleportację zmarnowałem na zejście, nie musiałbym wynosić tego dziadostwa. Gdy wyszedłem na świeże powietrze, upadłem na śnieg panicznie się śmiejąc. - Witaj w domu mały, witaj w domu! - Krzyczałem budząc przy okazji wszystkich w okolicy kilometra. 

Od Silence'a - Senne przeżycia [Quest #4]

Kolejny kieliszek pełen ognistej wody oderwał się od kamienia, na którym stał. Przechyliłem go wlewając gorzką ciecz w gardło, po czym zapijając sokiem z czarnych jagód zebranych przez mojego przyjaciela. Uwielbiałem takie wieczory... 
- Powiedz mi Mirror - Wydusiłem z siebie krzywiąc się od smaku trunku. - Jak tam układa ci się z Black? 
- Chyba dobrze, dogadujemy się... mieliśmy może jedną sprzeczkę. Ostatnio nawet... 
- Myślała o szczeniakach, prawda? - Przerwałem wypowiedź zaskoczonemu basiorowi. 
- Tak, skąd ty to wiesz? - Mirror wyglądał na wyraźnie zaskoczonego . 
Zamknąłem oczy, wyjąłem papierosa skręconego z suchych liści tytoniu, odpaliłem i zaciągnąłem dużą ilością dymu. Czułem na sobie zaciekawiony wzrok basiora... nie odzywając się, wystawiłem w jego stronę łapę z tlącą się trucizną. Zdziwiła mnie jego reakcja... wziął bez wahania. Kiedyś musiałem go namawiać na papierosa nawet po litrze bez popitki, a teraz... co się z nim stało? 
- Skąd wiem, że myślała o szczeniakach? - Zapytałem uśmiechając się pod nosem.
- Tak, tylko nie mów, że czytałeś jej w myślach jak spa... - Znów nie dałem mu dokończyć uderzając z całej siły w drzewo znajdujące się po mojej lewej. 
- Posłuchaj mnie uważnie, ty idioto. W tej watasze jest grupa wilków, które darzę nienawiścią... Każdy ich koszmar jest moją sprawką. Wyniszczam ich psychikę, a oni nie są tego świadomi. Jest jedna osoba, którą kocham... i druga grupka. Mianowicie wilki, za które jestem gotów skoczyć w najgorsze bagno. Wiedz, że zarówno ty, jak i Black należycie do tej trzeciej grupy. Nie wyrządzę wam krzywdy, nawet gdybym miał sam zdechnąć. A wracając... twoja partnerka przyszła do mnie, gdy byłem na patrolu. Pytała się mnie czy chciałbyś szczeniaki. 
-Mhm, i co odpowiedziałeś? - Wilk wciąż drążył temat. W międzyczasie polałem kolejną kolejkę i wyjąłem dwa papierosy. Jednego wręczyłem mojemu przyjacielowi, sam zaś odpaliłem drugiego. 
- Powiedziałem, że nie powinieneś mieć nic przeciwko. Nigdy nie okazywałeś jakiejś niechęci do dzieci. Co więcej, zawsze chciałeś założyć rodzinę. - Podczas mojego wywodu Mirror opuszczał wzrok coraz niżej i niżej... wiedziałem, że źle się czuje, nie wiedziałem tylko z jakiego powodu. - Co jest? - Zapytałem, sięgając po kieliszek. Wilk podniósł na mnie swój mętny wzrok. - Powiedz mi, jakbyś się czuł, gdyby twoja partnerka poszła pytać się o ciebie twojego przyjaciela? - Sytuacja z jego strony wyglądała dość głupio. 
- Nie interesuje cię wyjaśnienie jakie mi podała? - Zapytałem wypuszczając srebrzysty dym, tym samym powodując powiększenie źrenic białego samca. 
- Mów, mów... Mów! - Wydarł się na mnie, a jego głos załamał się pod wpływem chrypy. Nie rozumiałem jego agresywnego nastawienia. 
- Powiedziała, że jest z natury nieśmiała i nie wyobrażała sobie zapytania ciebie wprost czy chcesz szczeniaki. 
- Trochę to bolesne, ale jestem w stanie zrozumieć jej postawę. Dobra, bierz kieliszek. Trzeba to kończyć. - Mówiąc to prawie jak na rozkaz równocześnie przechyliliśmy szklane skarby z płynnym zlotem w środku. Noc była dość ciepła, jak na zimowy krajobraz. Odprowadziłem Mirror'a do jaskini, a samemu skierowałem się do swojej. Gdy wszedłem, Diletta już dawno spała. Aby jej nie budzić poszedłem do innego pokoju, zwinąłem się w kłębek i poszedłem spać. Tym razem nie zapowiadało się na spokojną noc. Pierwsza lokacja, w jakiej się obudziłem przypominała rzeźnię. Tysiące ciał wiszących na rzeźnickich hakach. Z każdego z nich skapywała krew, lampy były przysłaniane przez kilogramy mięsa. Na środku owego pomieszczenia stał wielki stół ociekający czerwoną juchą. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten zimny oddech na moim karku. W ciągu sekundy poczułem ból w przednich łapach... uświadomiłem sobie co to za scena. Przed mym pyskiem spoczęła odcięta głowa jednego z trupów wiszących w tym chorym wytworze mojej wyobraźni. Zacząłem się miotać, próbować wstać... w pewnej chwili poczułem jak dookoła mojego ciała powstaje lodowa powłoka, łamiąc mi każdą z możliwych kości. Zacisnąłem powieki, a gdy ból ustal znów je otworzyłem. Stałem na środku drogi. Widziałem cały pochód wilków. Niektóre szły uradowane, inne zapłakane. Na samym końcu tego pochodu szła para. Widziałem coś dziwnego... Mogę spokojnie nazwać to aurą. Dookoła wadery rozchodziła się zielona. Samiec miał czerwoną. Poza tym basiorowi brakowało oka. Jak on się do niej zwrócił? 
- Czekaj! - Wołałem sam do siebie. Co? Jak? Wadera wpadła w płacz i utonęła w objęciach samca. - No jeszcze raz! Już gdzieś słyszałem jej imię... Wypowiedz je! Darłem się na całe gardło.
- Już wszystko dobrze Laet... - Okropny krzyk rozdarł moje uszy. - Chodźmy do domu. - Basior zakończył wypowiedź.
- Dobrze Kar... - Kolejny wrzask rozdarł moje bębenki uszne. Imiona... dlaczego nie mogłem usłyszeć ich imion? W pewnej chwili czyjś wzrok wbił się w moją osobę. Potężny basior, którego znałem... znałem bardzo dobrze. Zachowywał się tak jakby mnie widział. Mijając mnie odprowadzał mnie wzrokiem. Gustaw... Tak, pamiętam!
- Gustaw ! Gustaw! - Krzyczałem, jednak on nie słyszał. Padłem na kolana i zacząłem zalewać się łzami. - Dlaczego... dlaczego?! - Krzyczałem zdzierając sobie pazury na ostrych kamieniach. - Przepraszam cię! Przepraszam za każdy raz, gdy cię zawiodłem, przepraszam za to, że choć na chwilę cię opuściłem! Obiecywałem sobie, że nigdy nie zostawię przywódcy... Przepraszam! - Ponowne zamknięcie oczu i ponowne otwarcie powiek skutkowało zmianą lokacji. Ośrodek... jednak miejsce zupełnie inne. Schody prowadzące na górę. Wchodziłem i wchodziłem. Nie odczuwałem zmęczenia, lecz one zdawały się nie mieć końca. W pewnej chwili zobaczyłem drzwi. Wypadłem na dach, obserwując zniszczone Las Vegas. Stałem na dachu najwyższego budynku. 
- Pięknie tu. Prawda Silence? - Zza otartych drzwi wyszedł Patton oraz Flash. Zafascynowani obserwowali kolejne grzyby bomb atomowych, pojawiające się na horyzoncie. 
- Silence, lubisz takie klimaty? - Zapytał mnie Patton, wyciągając taśmę z jednego z dyktafonów.
- Tak, uwielbiam. A dlaczego pytasz? 
- Bo to właśnie tu przyjdzie ci zdechnąć. - Warknął Flash wbijając mi strzykawkę z plazmitem i wstrzykując podwójną dawkę substancji. Łapy zaczęły mi się trząść, padłem na ziemię brocząc pianą z pyska. Czułem jak wcześniej wyjęta taśma owija się dookoła mojej szyi. Przywiązali ją do jakiegoś pręta, wzięli mnie na łapy, stanęli na krawędzi i rzucili mną w ciemną czeluść. Zawisłem dusząc się... świat czerniał, nie czułem łap... dosłownie słyszałem jak jakiś człowiek mówi: 
- Eksperyment numer 5. Prowadzi Dr Hans Logan. Obiekt badań: E25 Dezerter. Badana... odporność na samobójstwo. 
Obudziłem się zlany potem . Z przerażeniem patrzyłem na wiszącą na ścianie torbę z wszelkiego rodzaju znaleziskami... zastanawiałem się... co ja mam zrobione z psychiką?

Od Jason'a - Miracle

Spojrzałem zaspanymi oczami na kalendarz. 1 grudnia! Coraz bliżej świąt! Ucieszyłem się, ale zaraz zmarkotniałem i zmarszczyłem nos.
- Nie ma choinki, nie ma świąt... - mruknąłem. Wybrałem się do lasu. Uznałem, że nie będę używał mocy do świąt, będę robił wszystko "ręcznie" i bez moich mocy. Poszukałem dorodnej jodły i poszukałem czegoś, czym można by było ją ściąć. Niedaleko mnie leżał bardzo ostry i duży kamień. Z trudem wziąłem go w pysk i zacząłem rąbać drzewko. Po chwili złapałem za czubek jodły i zacząłem ciągnąć. Zajęło mi dużo czasu, zanim dotarłem do jaskini. Potem... wypadało to drzewko postawić... Ciągnąłem, szarpałem... bez skutku. W końcu wdrapałem się po ścianie jaskini i skoczyłem na sufit. Miałem linę okrętową, którą zaczepiłem czubek choinki, skoczyłem na ścianę i zacząłem ciągnąć. Drzewo ustało. - Choineczka jak się patrzy! - powiedziałem zadowolony z siebie i zerwałem linę. Choinka - jest. Potem jakieś... ozdoby. Wziąłem jakieś materiały i zacząłem tworzyć łańcuch. Później obwinąłem takowym choinkę. Później wziąłem kamienie i zacząłem malować je na różne wzory, po czym przyczepiłem nitkę. Zawiesiłem je na gałęziach. Choinka - jest, ozdoby - są...Czego brakuje? Jedzenia! Wyszedłem z jaskini nad rzekę. Jeszcze nie zamarzła, moje szczęście. Zacząłem łowić ryby. Kiedy zauważyłem na przykład łososia, już wyciągałem łapę do wody i wypychałem rybę na śnieg. Ta dusiła się z braku tlenu, jaki jest pod wodą. Później poszedłem na polowanie do lasu i na łąki. Zauważyłem tam piękne okazy, typu karibu, czy dostojne, dorodne, wielkie jelenie. Było tam też ptactwo. Zacząłem polować i po chwili zanosiłem jelenia, dwie łanie, trzy kaczki, trzy zające, osiem wróbli i siedem sikor do mej jaskini. Przyrządziłem jedną rybę, a pożywienie schowałem do miejsca, gdzie je trzymałem. Oczywiście, nie zdradzę gdzie. Po chwili usłyszałem wycie. To wyła jakaś wadera. Zerwałem się na równe łapy i wybiegłem z jaskini. Może coś jej się stało? Po chwili zauważyłem czarną sylwetkę wilczycy.
- Co ci jest? Dlaczego płaczesz? - spytałem podchodząc.
- Bo muszę żyć! - krzyknęła szlochając. 
- Co w tym takiego złego? - spytałem ponownie siadając obok niej.
- Ty nic nie rozumiesz! Wynoś się stąd! - krzyczała przez łzy.
- Ten teren nie jest twój, a może tylko twój, jeśli należysz do watahy. - odparłem, po czym wstałem i poszedłem do jaskini. Wziąłem jednego zająca i zawróciłem do wadery.- Masz... może jesteś głodna? -powiedziałem przysuwając zająca do niej. - A chociaż powiesz mi jak masz na imię?
- Miracle. - bąknęła i złapała zająca, po czym zaczęła łapczywie jeść. Wiedziałem, że będzie głodna.
- Ja jestem Jason. - przedstawiłem się i patrzyłem jak wadera zajada mięso. 

<Miracle? Naszła mnie wena, bo czytałam o rybach. Chwalmy ryby! :d>

Od Alois'a - C.D. Kiiyuko ''Podążając za sercem, czyli jak tu dotarłam?''

UWAGA, PONIŻSZY TEKST ZAWIERA WULGARYZMY! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!


Spojrzałem na waderę i bez słowa odszedłem do swojego pokoju. Przez całą noc nie zmrużyłem oka.

***6:00 rano***

Wyszedłem z jaskini, aby pobiegać. Po drodze zjadłem śniadanie, które składało się z niewielkiego zająca i kilku jagód. Około 9:00 wróciłem do jaskini. Na wejściu przywitała mnie Safira.
- Wszystkiego najlepszego z okazji Mikołajek. - powiedziała z uśmiechem.
- To już dziś?
Dobra, przyznaję, czasami zapominam jaki jest dzień.
- Również najlepszego - rzekłem i przytuliłem waderę.
- Pomożesz nam dekorować jaskinię?
Westchnąłem ciężko.
- No niech będzie.
Całe przedpołudnie minęło mi na słuchaniu rozkazów Safiry, dotyczących zawieszenia lampek i innych ozdób. Dziwne, przez cały ten czas nie widziałem nigdzie Kiiyuko... Nie żebym chciał ją widzieć, po prostu to było trochę dziwne. Nadszedł wieczór, leżałem w swojej części jaskini. Nagle usłyszałem kroki.
- Alois. Mogę wejść? - spytała Kiiyuko, zaglądając do wnętrza pokoju. 
- Jak musisz - burknąłem. Wadera powoli weszła i usiadła przede mną. - Czego chcesz?
Bez słowa wyciągnęła ze swojej torby porcelanowego aniołka.
- Wszystkiego najlepszego z okazji Mikołajek - szepnęła i wręczyła mi figurkę.
- Tylko po to tu przyszłaś? - Spytałem. Nastała chwila ciszy. - Myślałam, że ci się spodoba, i że mnie choć trochę polubisz.
- No to się pomyliłaś. Nie da się mnie przekupić... - warknąłem i cisnąłem aniołkiem w ścianę. Porcelana rozleciała się na kawałki. Spojrzałem na waderę. Z jej oczu zaczęły płynąć łzy.
- Przepraszam - powiedziała i pobiegła na górę. Stałem i patrzyłem jak znika na schodach.
- Ale z ciebie chuj. - usłyszałem nagle. W progu stał Zorya.
- Może... - warknąłem, patrząc na niego spode łba. Basior pokręcił głową i odszedł. Zbliżyłem się do rozwalonej figurki i wpatrywałem się w to, co z niej pozostało. Racja... tym razem przesadziłem. Muszę ją przeprosić... Już chciałem iść do jej pokoju, ale dotarło do mnie, że głupio tak bez prezentu. W końcu są Mikołajki. Jedyne, co przyszło mi do głowy, to wianek z kwiatów. Ale skąd kwiaty i zrobienie wianka? Nie umiem robić takich rzeczy... Diletta! Ona umie pleść wianki. Wybiegłem z jaskini w stronę jaskini wadery... Bez wahania wparowałem do środka. Na szczęście Diletta nie spała, a Silence'a nie było... Dostałbym od niego opierdol za najście.
- Co się stało? - spytała zdziwiona.
- Umiesz pleść wianki, prawda?
- Tak, ale co to ma do rzeczy?
- Zrób mi jeden, proszę.
Wadera bez słowa wyszła do drugiego pokoju. Po chwili wróciła, trzymając w łapach wianek z różowo-białych kwiatów. 
- Szybko ci poszło - zaśmiałem się.
- Mam już wiele gotowych - odwzajemniła uśmiech. 
- Dziękuję - powiedziałem i wybiegłem na zewnątrz. Wróciłem do naszej jaskini i ruszyłem prosto do pokoju Kii... Nie czekając na pozwolenie wszedłem i rozejrzałem się. Wadera leżała w pniu drzewa i płakała. Chrząknąłem, by zwrócić na siebie uwagę. Udało się. Spojrzała na mnie spode łba.
- Po co tu przyszedłeś?! - krzyknęła, wyskakując z pnia. - Czego ode mnie chcesz?!
- Słuchaj, przepraszam za moje zachowanie. - odrzekłem ze skruchą w głosie.
- Przepraszam?! Myślisz, że tym załatwisz całą sprawę?! - wrzasnęła i ruszyła na mnie. Zaczęła mnie okładać pięściami po klatce piersiowej. Nie sprawiało to jako takiego bólu... - Wynoś się stąd!
- Nie - odpowiedziałem stanowczo. Wadera odepchnęła mnie. Wtedy chwyciłem ją za łapy i przycisnąłem do ściany.
- Puszczaj! Zostaw mnie! - krzyczała, szarpiąc się.
- Teraz czy chcesz, czy nie, musisz mnie wysłuchać - powiedziałem z satysfakcją w głosie. - Wariuję przez ciebie. Nie potrafię nad tym zapanować, co doprowadza mnie do szału. Jesteś pierwszą ze znanych mi wader, przez którą zaczynam mieć wątpliwości, która przewraca mój świat do góry nogami. Jesteś jedyną, która sądzi, że składam się z czegoś więcej niż tylko warstwy lodu. Twoje słowa, gesty i postępowanie są tak niepojęte... że aż fascynują. Pragnę i zarazem nienawidzę być obok ciebie, bo wtedy przestaję zachowywać się... jak ja. Po tych słowach założyłem na głowę wadery wianek i musnąłem łapą jej mokry od łez policzek...

< Kiiyuko? ;) >

niedziela, 13 grudnia 2015

Luin Fea - profil wilczycy

autor nieznany
Imię: Luin Fea
Płeć: Samica
Wiek: 1 rok
Hierarchia: Omega
Kierunek: Koliber
StanowiskoAlchemik
Głos: Jess Glynne
Cechy charakteruNieufna, poważna, złośliwa, uparta, niemiła, lecz gdy kogoś bliżej pozna jest miła, sympatyczna, rozmowna, wesoła. Zawsze chętna do pomocy, przyjacielska i pełna optymizmu
Cechy fizyczne: Szybka, zwinna, dobra pływaczka, nieźle się wspina, skoczna, energiczna
Znak szczególny: Neonowe znaki na ciele
Słaby punkt: Lewa strona ciała
Boi się: Powrotu ojca
Waga: 35 kilogramów
Wzrost: 70 centymetrów
Najlepsi przyjaciele: Trudno jej komukolwiek zaufać, lecz może kiedyś znajdzie prawdziwych przyjaciół
Pochodzenie: Ziemia Wojny [Wataha Samotnej Skały]
LubiOdkrywać, poznawać, improwizować, cieszyć się szczęściem, życiem, ciepłem, swoje stanowisko, przyrodę
Nie lubi: Kłótni, niezgody pomiędzy ją i jej siostrą, zmęczenia, nadmiernej troski
***
Żywioł: [3/4] Czas, Natura, Elektryczność
Moce: [17/25] Telepatia, poruszanie w czasie, cofanie czasu, zmiana czasu, zwiedzanie przyszłości i przeszłości, zmiana wydarzeń w czasie, krwawe pnącza, rozmowa z duchami lasu, rozwój roślin, ożywianie roślin, tchnienie, porażenie prądem, elektryczne skupienie, laser, cios pioruna, ogłuszenie
Partner/ka: Liczy, że w końcu spotka tego jedynego
RodziceTorhnes [w byłej watasze, nigdy nie należał do tej] i Cassandra [prawdopodobnie nie żyje, nigdy nie należała do tej]
Potomstwo: Nie ma, ale zawsze potajemnie marzyła o szczeniakach
Inna rodzina: Death - siostra
***
Data dołączenia: 13 grudzień 2015
Data urodzenia: 3 maj
Upomnienia: 0/3
Krwawe Pioruny: 250.000
★★★★★★★★★★
Zdobyte osiągnięcia: Brak
Poziom: 11
PD: | Ogólnie: 1100 | Wykorzystano: 1100 | Zostało: 0
Umiejętności: | Walka: 150 | Instynkt: 400 | Umysł: 400 | Polowanie: 150 |
Jaskinia: numer 2
Ekwipunek: Brak
Torba: Brak
Bronie: Brak
Zbroja: Brak
Smok: Brak
Towarzysz: Brak
HistoriaEch... Co do historii, nie ma o czym opowiadać. Pokłóciłam się ze starszą siostrą, przez plan ojca. Okłamał mnie, że siostra mnie nienawidzi. Od tamtej pory nie możemy się pogodzić... ja już dłużej nie zniosę tej ciszy między nami...
Kontakt z właścicielem wilka: | Howrse: marysia505 |

Od Luin Fei - Nowa wataha, czyli jak tu dotarłam

UWAGA, PONIŻSZY TEKST ZAWIERA WULGARYZMY! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

Stale podążałam za siostrą. Od czasu ostatniej sprzeczki z ojcem wcale się do siebie nie odzywamy. Miałam już serdecznie dosyć ciągłego łażenia w celu znalezienia nowego domu. Nowy dom... dobre określenie... no ale przecież wiadomo, że rodzinnej watahy nic nie może zastąpić, chociażby w tej nowej było o niebo lepiej. W każdym razie, powracając do tego, co się działo przed dotarciem: siostra miała mnie po prostu serdecznie dosyć. Nie wiem jak mogła uwierzyć temu gamoniowi, no ale cóż... uwierzyła. Biegu wydarzeń nie zmienisz. Pewnego dnia przemierzyłyśmy naprawdę długą drogę.
- Jestem zmęczona... Łapy mnie bolą, jestem głodna... - powiedziałam.
- Pierdol się... - mruknęła prawie niesłyszalnie. - Trzeba było zostać z tym debilem.
- Myślałam, że mi doradzisz... co robić... - szepnęłam.
- Ja mam ci pomóc?! Czy ty kurwa wiesz, co zrobiłaś?! Jak mi się odwdzięczyłaś?! Czekaj, ja ci doradzę, pomogę! - krzyknęła moja siostra po czym złapała mnie za kark i rzuciła o pobliską skałę. Ja tylko cicho zaskomlałam osuwając się na ziemię. 
- Zabij mnie... Ja już nie mogę... - powiedziałam bezsilnie stojąc na chwiejnych łapach.
- Nie. Na mnie nie licz, ja ci nie pomogę, dotarło? A może sylabami? Albo literami, jak do szczeniaczka? - spytała złośliwie.
- *Dlaczego... dlaczego ona to robi?* - pomyślałam. - *No ale dobrze... jeśli nie chce mnie zabić... zrobię to sama... a ona nawet się nie spostrzeże, kiedy będę już martwa!* - Po tych ''słowach'' skierowanych do samej siebie przypatrywałam się jakiś czas Death. Tak... po prostu. Upolowała krowę. Miałam nadzieję, że się ze mną podzieli. Ona jednak jakby zupełnie o mnie zapomniała.
- Dasz mi kawałek? - zapytałam z nadzieją.
- Nie. - odparła Death.
- *Jeszcze do mnie przyleziesz prosząc o pomoc, a wtedy ja ci się tak samo odwdzięczę...* - pomyślałam znowu, po czym ruszyłam za siostrą. Potem znalazłyśmy się na terenie watahy. Stałam w odległości kilkunastu kroków od Death, gdy ta rozmawiała z alfą tejże watahy. Ona miała wszystkiego dosyć, a ja byłam zadowolona ze względu znalezienia swojego miejsca na ziemi. Przyjęli ją... potem przyszła kolej na mnie. Odpowiadałam na pytania Flash'a, po czym zostałam przyjęta. Byłam tak szczęśliwa, iż miałam rzucić się basiorowi na szyję... zamiast tego jednak szepnęłam tylko ''Dziękuję''. Stanowczo udałam się za waderą. Jednak gdy miałam wchodzić do jaskini, którą wybrała, zawróciłam w przeciwnym kierunku. Nagle znaki na mym ciele poczęły błyszczeć. Postanowiłam pójść... gdziekolwiek, oby szybko. Zmierzałam w kierunku księżyca, gdy nagle dostrzegłam jaskinię. To była lecznica.
- Może mi pomogą... - pomyślałam po czym niepewnym krokiem udałam się ku wejściu. Jak się okazało zastałam zaproszona przez młodego basiora. Miał biało-brązowe futro i niebieskie oczy. Najbardziej jednak moją uwagę przykuł złoty zegarek, który miał na szyi. Basior wyglądał może na rok. W każdym razie mi pomógł. Uleczył moje rany, zaś ja na chwilę zapomniałam o cierpieniu. Potem wróciłam do nowej jaskini, nadal mając obraz wilka przed oczami. Mam nadzieję że jeszcze go spotkam. Nie chciałam wchodzić do jaskini, ponieważ wiedziałam, że Death mogłaby mnie wyrzucić. Dla bezpieczeństwa zasnęłam na zewnątrz zakopując się po uszy w miękkim śniegu.

<Hector? Może zaczniemy się spotykać? :3>

Karona staje się dorosłą wilczycą!


art by Hobden on dA
Karona jest dorosła.
~
Średnia: 2,75
Oceny: 6 2 2 1
Stanowisko: Tropiąca
Żywioł: [3/3] Elektryczność, Ogień, Światło
Moce: [11/20] Telepatia, porażenie prądem, kula prądu, elektryczna osłona, doładowanie, kula ognia, podpalanie, samozapłon, władanie ogniem, kula światła, porozumiewanie ze stworzeniami światła
Partner/ka: Brak

Lena staje się dorosłą wilczycą!


autor nieznany
Lena jest dorosła.
~
Średnia: 2,75
Oceny: 6 2 2 1
Stanowisko: Wojowniczka
Żywioł: [2/3] Elektryczność, Mrok, Woda
Moce: [12/20] Telepatia, pole grawitacji, laser, elektryczna kula, pradawne ciemności, mroczne macki, osłona mroku, śmiercionośna pułapka, mroczny strumień, opady, trujący deszcz, oczyszczenie
Partner/ka: Nawet nie chce myśleć o miłości

Hector staje się dorosłym basiorem!


art by akreon on dA
Hector jest dorosły.
~
Średnia: 2,75
Oceny: 6 2 2 1
Stanowisko: Alchemik
Żywioł: [2/3] Elektryczność, Magia
Moce: [8/20] Telepatia, wyładowanie atmosferyczne, elektryczna aura, lewitacja, hipnotyzacja, tworzenie złudzeń, zmiana wspomnień, wkraczanie do snów
Partner/ka: Podoba mu się jedna taka... Luin Fea... ale wątpi czy zostanie zauważony