Pewnego nadszedł czas na moje przejęcie władzy. Ojciec był ze mnie dumny, a matka rozpłakała się. Zgodnie z tradycją musiałam odśpiewać nasz pełny hymn i wypaliś sobie charakterystyczną bliznę. Wyszłam na skał e i odśpiewałam tą pieśń:
-Córko, musisz się zaznaczyć. Jeśli tego nie zrobisz ostatni potomek z Hotinngów zginie.- powiedział. Szybko się zaznaczyłam. Rozpoczeła się walka. Oni... zabili wszystkich. Teraz mam ich na karku przez trzy lata. Wiele razy wbiegałam na tereny innych watah, ale szybko je opuszczałam. Wilki gonili mnie niemiłosiernie. W końcu dotarłam do watahy, gdzie wydzrzył się cud. Wbiegłam na ich teren. Miłam nawet dużą przewagę, ale nie miałam sił. Wpadłam na jakąś waderę. Szybko wyjaśniłam jej o co chodzi. Dalej nic nie widziałam, ponieważ osunęłam się na ziemię. Obudziłam się dobre cztery godziny później.
-Czy... oni...?- zapytałam białą waderę z kwiatem za uchem.
-Tak. Nie żyją. Nic ci już nie grozi.- powiedziała spokojnym tonem. Odetchęłam z ulgą.
<Letia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!