Szłam sobie przez las. Nagle coś mrocznego i ciemnego przeszło mi przez głowę. Zaczęłam nucić ''Shadow of the day''. Nagle przede mną pojawił się Color, bóg znany ze swojej szczodrości i dobroci. Zawsze miał dobry humor i chciał, żeby wszyscy inni też taki mieli.
- Jesteś jakaś smutna... - Powiedział.
- Bo moja córka straciła najlepszą przyjaciółkę... - Odparłam.
- Właśnie jej pomogłem. Przemieniła się i od tej pory ma inne imię, Cassandra.
- To dobrze...
- Hmm... Widzę, że nie tylko dlatego jesteś smutna.
- No bo ja i mój mąż, Fearghal... Szkoda gadać...
- Powiedz..
- Mamy ostatnio problemy w związku. Zabrakło w nas tej iskry... - Westchnęłam. Ze smutku przemieniłam się w swoją postać cienia...
- Jaka ta wataha jest smutna. Moja droga, odbieram ci wcielenie cienia i daję wcielenie tęczy. - Powiedział. Zamieniłam się na chwilę w wilczycę tęczy. Bombowy wygląd!
- Dziękuję, Color! - Podziękowałam mu i poszłam do Fearghala opowiedzieć mu o historii i pokazać nowe wcielenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!